POLITYKA

środa, 19 grudnia 2018

Polityka - nr 14 (14) z dnia 2018-09-26; Niezbędnik Współczesny. 3/2018; s. 20-23

POLSKA

Jędrzej Winiecki

Próba z błędem

Prof. Antoni Sułek o tym, jak traktować sondaże, żeby ich wyniki nie przesłoniły sedna polityki.

JĘDRZEJ WINIECKI: – Jak badania opinii publicznej wpływają na demokrację?
ANTONI SUŁEK: – W przestrzeni publicznej dominują sondaże o rozkładzie poparcia dla polityków i partii politycznych. Ich wyniki trafiają na pierwsze strony gazet i na paski w telewizjach. To przyczynia się, zwłaszcza w społeczeństwie silnie spolaryzowanym, do tworzenia atmosfery konkurencji i wyścigu. Niewątpliwie są jednak cennym źródłem informacji.

Politycy muszą wiedzieć, jak ich projekty są oceniane w różnych segmentach społeczeństwa; wtedy mogą je korygować. Bez sondaży rządziliby po omacku. One także racjonalizują politykę. Przywódcy partyjni czują się skrępowani w zapewnianiu o swoich szansach i w samochwalstwie. Ktoś z 3 proc. nie ośmieli się mówić, że głosuje na niego jedna trzecia. Mogą być ostrogą, jak w przypadku badania pokazującego mniej więcej równe szanse Rafała Trzaskowskiego i Patryka Jakiego w wyborach na prezydenta Warszawy. Obaj deklarują, że będzie to dla nich mobilizujące, choć szczególnie dotyczy to Trzaskowskiego, bo jego konkurent miał wcześ...

Co umknęło w sondażach

Zaskoczeniem było zwycięstwo Donalda Trumpa w wyborach prezydenckich w USA w 2016 r. W 267 sondażach, które przeprowadzono między czerwcem (czyli od czasu, gdy dwójka czołowych kandydatów zapewniła sobie nominacje partyjne) a listopadowymi wyborami Trump jako zwycięzca wystąpił ledwie w 35 przypadkach.

Ostatnia prosta, w październiku i listopadzie, była pochodem sondażowych zwycięstw Hillary Clinton, spośród 122 sondaży wzięła górę w 115. I faktycznie Clinton zdobyła prawie 3 mln więcej głosów, ale kształt amerykańskiego systemu wyborczego (obywatele wybierają elektorów, dopiero oni prezydenta, kluczowe jest zwycięstwo w poszczególnych stanach, a nie bezwzględna liczba głosów w całym kraju) sprawił, że Trump zdominował ze znaczną przewagą kolegium elektorskie i wprowadził się do Białego Domu. Przewagi w stanach nie było widać w badaniach.

Weźmy mniej skomplikowany przypadek. Referendum z czerwca 2016 r. o wyjściu Wielkiej Brytanii z Unii Europejskiej. Obywatele udzielali odpowiedzi, czy wyjść z Unii, czy w niej pozostać. W ostatnich sondażach przed głosowaniem większość, i to wyraźną, mieli zwolennicy pozostania w Unii. Jeśli zwolennicy tzw. brexitu górowali, to rzadziej i z reguły z mniejszą przewagą. Wynik: wychodzimy, z przewagą 3,8 proc. głosów.

Takich kiksów było więcej. W 2015 r. w Wielkiej Brytanii długo w sondażach wygrywała Partia Pracy, jednak rząd wzięli konserwatyści. Dwa lata później wyglądało na to, że wyborcy skażą ich na trudne koalicje, a zdobyli samodzielną większość. W Polsce w 2015 r. w żadnym z sondaży Andrzej Duda nie wygrał pierwszej tury wyborów prezydenckich. Co ostatecznie zrobił, by wziąć też turę drugą.