POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 32 (3122) z dnia 2017-08-09; s. 6

Ludzie i wydarzenia / Przy-pisy Redaktora Naczelnego

Jerzy Baczyński

Program 500 (tysięcy)+

Władza – jak się dowiadujemy, z woli samego Prezesa – wrzuciła temat odszkodowań, jakie Niemcy powinni nam zapłacić za drugą wojnę światową. Ponieważ PiS co jakiś czas i w różnych okolicznościach do reparacji powraca, sprawa została już tak przez prawników i historyków wymłócona, że poza politycznymi paździerzami niczego nowego raczej się tam nie wygrzebie (kto ciekawy tej opowieści, odsyłamy do artykułu na s. 50). Ani my już nie możemy oczekiwać jakichś nowych rekompensat, ani „niemieccy odwetowcy” nie mogą już dopominać się zwrotu ziem zachodnich czy odszkodowań za pozostawione tam majątki. Z naszymi zachodnimi sąsiadami dokonaliśmy swoistego dziejowego barteru; w imię przyszłości pozamykaliśmy stare rachunki, bynajmniej nie wyrzekając się własnej pamięci. Tak się dotychczas wydawało. PiS, wymyślając dzisiejszym pokoleniom Niemców od „dzieci i wnuków zwyrodnialców”, a Ukraińcom i Litwinom stawiając przed oczy (choćby nowymi polskimi paszportami) nasze pretensje do Lwowa i Wilna, może tamte historyczne rachunki (i porachunki) na nowo otworzyć. Pytanie: po co to poniżanie i prowokowanie sąsiadów? Cóż, stale się przekonujemy, że PiS w ogóle nie uprawia polityki zagranicznej; stosunki ze światem służą głównie do użytku wewnętrznego, zwłaszcza jako narzędzie propagandy. Powiedzmy, rodzaj cepa przydatnego do urabiania i ubijania głów własnego elektoratu (tym razem być może rozwichrzonych wetem prezydenta Dudy). Przyjrzyjmy się nieco bliżej konstrukcji tego cepa.

Otóż należący do propagandowego instrumentarium władzy tygodnik pod nową, rozczulającą nazwą „Sieci Prawdy” obliczył i podał w okładkowym artykule, że Niemcy „są nam winni 6 bln dolarów”. Nie namawiam, żeby serio traktować absurdalność, także moralną, przeliczania skutków wojny, w tym milionów zabitych i kalek na dolary, ale chodzi zapewne o efektowną kwotę. Sześć bilionów dolarów to by było po pół miliona złotych na każdego Polaka, czyli gdyby Niemiec zapłacił, spełniłby się nowy wielki narodowy program „500 (tysięcy)+”. Jeśli, jak można się spodziewać, nie zapłaci, będzie nam zalegał. W związku z tym te unijne paręset miliardów złotych, które dostajemy głównie od Niemców, to żaden gest solidarności, a ledwie należne nam oprocentowanie od zadłużenia. Nic nie jesteśmy winni „niemieckiej Unii”, ani w sprawie uchodźców, zatruwania powietrza, ochrony puszczy czy praworządności, tylko oni są winni nam. Także III RP i poprzednie rządy, które z tych pieniędzy zdradziecko zrezygnowały. Ten przekaz jest mocny i prosty.

Jedyna propagandowa słabość, że w owym rachunku krzywd nie uwzględniono Rosji. Przecież od Rosji powinniśmy się domagać co najmniej takiej samej kwoty albo i więcej, jeśli doliczyć do poniesionych z rosyjskiej ręki ofiar i strat wojennych, ponad 40 lat eksploatacji w czasach PRL. Nie czynimy tego, bo co? Bo Rosjanie by nas śmiechem potraktowali? Bo Antoni Macierewicz nie czułby się pewnie w roli negocjatora? Gdyby opozycja dysponowała jakimkolwiek własnym aparatem propagandy, powinna tłuc od rana do nocy jak TVP Info, że PiS zdradza Polskę, oddając Rosji nasze biliony dolarów. Cóż, ale na tym m.in. polega moc PiS, że oni podobne rzeczy naprawdę mówią, a tzw. totalna opozycja pewnie by się prędzej pod ziemię ze wstydu zapadła.

Ten uderzający brak symetrii w reparacyjnej retoryce PiS wskazuje wyraźnie, że tu nie chodzi o żadne, nawet nierealne, rewindykacje, ale o rozpylanie „Niemców” w charakterze sztucznej mgły zakrywającej rzeczywiste działania i intencje władzy. Piszemy w tym numerze (s. 18), że PiS coraz wyraźniej przygotowuje grunt do faktycznego wyprowadzenia Polski z Unii Europejskiej. Po stronie rządu nie ma żadnej woli łagodzenia napięć w stosunkach z Unią, przeciwnie, obserwujemy podkręcanie antyeuropejskiej propagandy, do czego Niemcy zawsze są poręczni.

Polsko-niemieckie konwersatorium „Grupa Kopernika” w ogłoszonym właśnie kolejnym raporcie zwraca uwagę na dramatyczne pogorszenie się oficjalnych i nieoficjalnych stosunków między naszymi krajami, na porzucenie przez Polskę współpracy z Niemcami i Francją w ramach Trójkąta Weimarskiego na rzecz jakichś niejasnych (ale omijających Unię) koncepcji Międzymorza, jedwabnego szlaku czy rzekomego sojuszu z Ameryką Trumpa. Znów, nie chodzi tu o politykę zagraniczną, lecz wewnętrzną. Przy wszystkich własnych słabościach Unia wciąż uparcie „ingeruje w wewnętrzne sprawy Polski”, gra rolę punktu odniesienia, autorytetu i oparcia dla pozbawionej wpływu na państwo opozycji. Jest wzmocnieniem dla ostatnich, w miarę niezależnych, instytucji – mediów, samorządów, sądów, organizacji społecznych. Propagandowe zniemczanie Europy i hitleryzacja Niemiec to rzeczywiście stary komunistyczny trik używany kiedyś, a teraz ponownie, do zohydzania „zgniłego Zachodu”. Wciąż jakoś tam skuteczny.

Można się zżymać, że PiS pcha nas na geopolityczne manowce, ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]