POLITYKA

Poniedziałek, 15 lipca 2019

Polityka - nr 43 (2930) z dnia 2013-10-23; s. 34-35

Kraj / Reportaż

Marcin Kołodziejczyk

Prosta historia

Seria niefortunnych zdarzeń przy grillowaniu mięsa

Chodził po wsi pod Koninem człowiek, na którego wołali Łasica. Dlatego że zawsze pojawiał się tam, gdzie było mięso i wódka. Miał zmysł przewidywania grillów. Było to z jednej strony denerwujące. Ale Łasica miał na tyle znośny charakter, że rzadko się go przeganiało. Każdy we wsi się litował – że taki bezdomny i niczyj. Z drugiej strony każdy się z niego śmiał – że przegrany.

Tak że kiedy w maju Łasica zaginął, nikt we wsi go nie szukał.

Nie szukali go nawet przy grillowej pogodzie. Nic im to nie mówiło, że Łasicy brakuje, chociaż skwierczy karkówka. Tylko Anatol krążył po lasach pod Koninem, rozglądając się za Łasicą. Lubili się, bo dorywczo pracowali przy budowach i wyburzeniach. Pytał i zamęczał ludzi o Łasicę. Na wsi – kiedy tak chodzić i pytać – człowiek albo nic się nie dowie, albo powiedzą mu to, czego nie chciał wiedzieć. Jeden gospodarz powiedział, że z lasu wieje brzydkim zapachem.

Do Łasicy prowadziła zawiła droga przez ...