POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 45 (2166) z dnia 1998-11-07; s. 8

Raport

Jowita Flankowska

Przeciągi, dziury i złamane nogi

Duża hala podzielona na boksy jest prawie pusta. W jednym z nich stoi koń. Transport odjechał bez niego, ponieważ weterynarz zauważył, że ma kulawiznę. - Mamy warunki do kontroli - mówi Wincenty Ździebło, szef granicznych lekarzy weterynarii w punkcie granicznym w Zebrzydowicach. Zamiast do włoskiej rzeźni, koń trafi do schroniska koło Pszczyny, gdzie spokojnie dożyje swoich dni. W tym samym czasie z przejścia wyjedzie też ciężarówka z martwym koniem, który padł w transporcie.

Przez Zebrzydowice jedzie rocznie około 8 tysięcy transportów (90 proc. eksportu). Odprawa trwa mniej więcej godzinę: polska i czeska kontrola weterynaryjna, podbijanie dokumentów. Jej czas wydłuża się, jeżeli trzeba transport wyładować. Tak się dzieje ze wszystkimi transportami z Litwy, Białorusi oraz z takimi, z dokumentów których wynika, że zwierzęta są w trasie ponad 8 godzin. Kontrole tutejszych weterynarzy wykazały, że w ubiegłym roku podczas transportu padło 31 koni, 9 sztuk bydła, 1 świnia, 11 cieląt, 56 owiec, 73 koźlęta. - Najczęściej dlatego, że samochody były przeładowane - wyjaśnia pracownik Agrospedu. Ścisk i duchota panująca w samochodzie przez kilka godzin jazdy najbardziej odbija się na owcach, które i tak same z siebie zbijają się w ciasne stado i padają z braku tlenu. Ściśnięte konie i bydło w najlepszym przypadku doznają urazów, otarć i złamań nóg, w najgorszym - tratują najsłabszego. Kiedy zebrzydowicki weterynarz stwierdza, że zwierząt w transporcie jest za dużo, nakazuje rozładunek i ...