POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 13 (2901) z dnia 2013-03-27; s. 74-76

Nauka

Marta Zaraska

Przecież jeż to mięso też

Konina, psina, wołowina, małpina – dla jednych przysmak, dla innych obrzydlistwo. Dlaczego tak bardzo różnimy się w postrzeganiu, które zwierzęta nadają się do zjedzenia?

Przeciętny Polak psiego mięsa nie tknie. Koninę jedzą nieliczni – najczęściej w postaci tatara lub kabanosów. Za to wołowina, drób czy wieprzowina często goszczą w naszym menu. Szczególnie lubimy wieprzowinę – zjadamy jej ponad 40 kg rocznie na osobę. Tymczasem są na świecie kultury, dla których tradycyjne polskie mięsiwa wydają się równie obrzydliwe jak dla nas parówki z psa czy smażony penis osła (przysmak w Chinach). I nie chodzi tylko o hindusów i ich święte krowy czy żydów i muzułmanów, którym religia zakazuje jadania wieprzowiny.

Wiele plemion Afryki nie pozwala kobietom jeść kurczaków, a na przykład Nyoro z Ugandy nie tkną ryby. Dla plemienia Urapmin z Papui-Nowej Gwinei jeszcze do niedawna spożywanie ludzkiego mięsa było czymś normalnym (jeśli pochodziło od zabitego członka wrogiego plemienia). Jedzenie psów natomiast jest dla Urapmin nie do pomyślenia. Tymczasem w Korei Południowej każdego roku półtora miliona psów ląduje w garnkach. Zdaniem 83 proc. Koreań...