POLITYKA

Poniedziałek, 26 sierpnia 2019

Polityka - nr 34 (2207) z dnia 1999-08-21; s. 26

Kraj

Wojciech Markiewicz

Przedszkole wojowników

Jeśli chcesz, aby Twoje dziecko - w wieku od 8 do 18 lat - nauczyło się zadawać ciosy nożem, potrafiło kopać przeciwnika butem w twarz, umiało obezwładniać wartowników albo wziąć jeńca czy zakładnika - wyślij je na przykład na obóz zorganizowany nieopodal Wałcza przez warszawską firmę o wdzięcznej nazwie Najemnik Sp. z o.o. Satysfakcja gwarantowana!

Dla niepoznaki organizatorzy nazwali obóz szkołą przetrwania. Dla niepoznaki, gdyż nauka umiejętności zachowania się w lesie, odnajdywania drogi, zrobienia sobie szałasu, rozpalenia ogniska, gdy pada, łowienia ryb, gdy doskwiera głód, czy też odróżniania jagód jadalnych od trujących jest dla kadry Najemnika Sp. z o.o. sprawą drugorzędną.

Najważniejsze jest wyszkolenie fizyczne, wytrzymałościowe, sprawnościowe. Karność, umiejętność walki wręcz, zadawania ciosów, posługiwania się karabinem albo nożem. Bo to przecież nie przyroda jest przeciwnikiem człowieka, ale drugi człowiek. I to człowieka właśnie - gdy padnie rozkaz - trzeba umieć pokonać. Szybko, zdecydowanie, sprawnie.

Trwało więc szkolenie przyszłych wojowników (tak fachowcy nazywają członków tzw. oddziałów elitarnych), gdy z lipcowego obozu w Wałczu zamiast po dwóch tygodniach już po trzech czy czterech dniach wrócił do domu pewien 12-letni maminsynek. Jego matka zadzwoniła wówczas do kuratorium. Prosiła, żeby sprawdzić, co to jest za obóz.

Kontrolę przeprowadził Paweł Grzyl, dyrektor delegatury kuratorium w Wałczu, człowiek ...