POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 3 (3) z dnia 2019-04-03; Niezbędnik Współczesny. 1/2019; s. 68-73

CYWILIZACJA

Piotr Sarzyński

Przemijanie, obalanie

Z im większą gorliwością stawiamy pomniki, tym brutalniej obchodzi się z nimi historia. Szczególnie w naszej części Europy.

Upamiętnienie kogokolwiek w brązie czy marmurze nie jest przepustką do nieśmiertelności. Długa jest lista królów, wodzów czy generałów, których najpierw wynoszono na cokoły, a następnie z nich strącano, bo przyszła rewolucja, zmienił się ustrój lub sąsiad podbił kraj. Do końca XIX w., a nawet do I wojny światowej, panował w tym względzie estetyczny konsens. Wielkich nagradzano albo ich figuratywnymi wizerunkami (zazwyczaj na koniu), albo – w spektakularnych przypadkach – architektonicznymi łukami triumfalnymi. Te pierwsze były jednak obarczone podwyższonym ryzykiem: zawsze łatwiej zrzucić z cokołu statuę, aniżeli zburzyć dużą budowlę. Poza tym pamięć w wydaniu figuratywnym bardziej drażni aniżeli utrwalona w abstrakcyjnych formach. Któż jednak, stawiając pomnik, myśli o jego przyszłych niepewnych losach?

I tak na przełomie XIX i XX w. – jak skwapliwie policzyli badacze – postawiono m.in. 250 monumentów sławiących Ottona von Bismarcka, a wcześniej – blisko 6000 upamiętniających epokę napoleońską. Po 1914 r. wodzowie musieli się nieco ...