POLITYKA

Niedziela, 21 kwietnia 2019

Polityka - nr 7 (3148) z dnia 2018-02-14; s. 92-93

Sport

Marcin Piątek

Przeminęło z wiatrem

Polscy skoczkowie w Pjongczangu nie padli ofiarą spisku, ale niedoskonałości systemu. I niewielkich słabości własnych.

Przegrywać trzeba umieć, a lament z powodu medali, które przeszły polskim skoczkom koło nosów w pierwszym olimpijskim konkursie indywidualnym, rezonował długo. Wśród winnych znaleźli się organizatorzy – nieskorzy do przełożenia zawodów mimo niesprzyjających prognoz. Wiatr, który wyniósł do medali Niemca i Norwegów, a zdusił wysiłki Polaków. I wreszcie sędzia Ryszard Guńka, który przecież mógł zachować się, jak na rodaka przystało, patriotycznie dołożyć Stochowi albo Huli po pół punktu za styl (na wagę medalu), a zamiast tego wykazał się zimnym profesjonalizmem, każącym mu oceniać styl lotu i lądowania, o zgrozo, nie bacząc na narodowość skoczków. Sądząc po tonie wielu internetowych komentarzy, Ryszard Guńka powinien wrócić do kraju incognito.

Głód sukcesu był więc tak wielki, że należało go zaspokoić za wszelką cenę – jeśli nie kosztem przyzwoitości sędziego Guńki, to w ostateczności poprzestaniem na konkursie kadłubowym, skurczonym do jednej serii, skoro w drugiej wiatr nad ...