POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 42 (3081) z dnia 2016-10-12; s. 56-58

Świat

Tomasz Maćkowiak

Przemysł z próbówki

Czeska obojętność na moralne kontrowersje wokół in vitro sprawiła, że nasi sąsiedzi stają się europejskimi potentatami w tej branży. Ale niektórzy mają z tego powodu kaca.

Siedziba holdingu FutureLife przy ul. Na Porziczi, w samym turystycznym centrum Pragi. Z zewnątrz – gustownie odnowiony secesyjny budynek. W środku – szkło i aluminium, bezszelestna winda i odziani w biznesowe mundurki pracownicy.

– Mamy jakieś 30 proc. rynku – mówi mi dyrektor Matiej Stejskal.

– Konkurencja twierdzi, że nawet 40 – protestuję. Stejskal się uśmiecha i mówi, że prawda leży pewnie gdzieś pośrodku.

FutureLife to największa w Czechach firma zajmująca się sprzedażą usług medycznych z branży in vitro. To niejedyne ich pole działalności: zatrudniają też ginekologów, robią operacje plastyczne. Ale dominują sztuczne zapłodnienia. Takie kliniki zaczęły w Czechach powstawać kilkanaście lat temu, ale teraz zrobił się z tego wielki biznes.

W końcu powstał medyczny holding FutureLife. Powołali go w 2014 r. działający dotąd w branży spożywczej miliarder i wicepremier Andrej Babisz wraz z finansistą Jozefem Janovem. Razem skupili w całym kraju kilkanaście już nieźle prosperujących klinik in vitro. Mają ich teraz 13 plus kilka kolejnych o innych specjalizacjach medycznych. Planują międzynarodową ekspansję, program franchisingowy i w ...