POLITYKA

Niedziela, 19 listopada 2017

Polityka - nr 34 (3124) z dnia 2017-08-23; s. 15-17

Temat tygodnia

Jakub Bierzyński

PrzePiS na przekaz

Wydaje się, że propaganda PiS jest tak prostacka, fałszywa i nachalna, że nie jest w stanie przekonać nikogo. Wśród uczniów warszawskich szkół krąży nowa obelga: „głupi jak pasek w TVP”. A jednak mimo wszystko notowania partii są wysokie. Dlaczego?

Trzeba zdać sobie sprawę z faktu, że propaganda nie musi być odziana w prawdopodobne treści. Relacja haseł do rzeczywistości praktycznie nie ma żadnego znaczenia. Celem propagandy takiego rodzaju jest utrzymanie spójności przekonań. Mówimy do przekonanych. To pieśń wyznawców, którym trzeba jakoś załatać poznawczą dziurę. Oto bowiem rzekoma „władza ludu” konfrontuje się z masowymi demonstracjami, w których bierze udział ponad 200 tys. osób w ponad 240 miastach i miasteczkach. Trzeba ten fenomen jakoś własnym wyborcom wytłumaczyć. Pytanie jak? „Demonstrują elity w obronie własnych przywilejów”.

To niezły argument, ale dość ograniczony. Skuteczny, gdy mówi się o w miarę jednorodnych demonstracjach organizowanych przez KOD i ograniczonych do Warszawy. Można było przekonywać widzów TVP, iż to „kwik elity oderwanej od koryta”. Wytłumaczenie o tyle dobre, że nie tylko daje własnym wyborcom język do opisu zjawiska, ale także pozwala je kompletnie zbagatelizować i wyszydzić.

Gdy demonstrantów jest więcej, gdy na ulice setek miast wychodzą zwykli ludzie, coraz trudniej utrzymać adekwatność poprzedniego obrazu. Wtedy zmienia się propagandowa narracja. Ubecy i dzieci ubeków nadają się na wroga jeszcze lepiej. Budzą większą niechęć niż elity i są zdecydowanie trudniej definiowalni. Być elitą to jednak zaszczyt, ubek jest jednoznacznie pejoratywny. Dlaczego ludzie są skłonni uwierzyć we wszystko? Pasek z TVP Info: „Obrońcy pedofilów i alimenciarzy twarzami oporu przeciwko reformie sądownictwa”.

Magia uogólnienia

Najczęściej używanym chwytem propagandowym ekipy wychowanej przez Wyższą Szkołę Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu jest prosta generalizacja. Siłą propagandy jest stosowanie wielkich kwantyfikatorów. Wystarczy pokazać jednego byłego majora UB, by zbudować historię o tym, że wszyscy uczestnicy protestu są ubekami walczącymi o własne przywileje emerytalne. Wystarczy, by jeden sędzia otrzymał zarzut drobnej kradzieży sklepowej, co pozwala zrobić wrażenie, że generalnie sędziowie kradną i są na wskroś zdemoralizowaną kastą. I tak dalej. Pole do popisu jest praktycznie nieskończone.

Język emocji

Język jest tym dla propagandy co mąka dla chleba. Dlatego dobór słów ma kolosalne znaczenie. Grudniowe protesty opozycji zostały nazwane puczem, gdyż słowo to posiada jednoznaczny i silny negatywny ładunek emocjonalny. Według tej samej reguły w Rosji organizacje pozarządowe otrzymujące środki z zagranicy mają obowiązek przedstawiania się jako agenci. Najlepszy przykład z polskiego podwórka to słynny „donos na Polskę”. Ciekawa i nieprawdopodobnie skuteczna konstrukcja, bazująca na poczuciu solidarności narodowej i patriotyzmu. Skuteczny, bo zawstydza nawet opozycję. Opiera się na następujących logicznych przesłankach, fałszywych notabene w całości.

Po pierwsze, „donos”. Nie „donos”, bo instytucje europejskie umocowane odpowiednimi traktatami po to zostały powołane, by rozpatrywać kwestie przestrzegania europejskiego prawa we wszystkich członkach wspólnoty. Komisja Europejska czy Parlament Europejski nie jest zewnętrznym wobec Polski obcym ciałem, do którego można „donosić” na kogokolwiek. Słowo „donos” zakłada, że donosi się gdzieś na zewnątrz, donosi się obcemu.

Po drugie, Polska jest równoprawnym członkiem instytucji europejskich i są one w równym stopniu polskie, jak hiszpańskie, holenderskie czy włoskie. Po trzecie, ów „donos” propaganda przypisuje fałszywie opozycji. Autorem prośby o interwencję Komisji Weneckiej był aktualny minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Opozycja nie miała z tym nic wspólnego. Po czwarte, „na Polskę”. To sformułowanie implicite utożsamia rząd Beaty Szydło z Polską rozumianą jako wspólnota narodowa. Delikatnie mówiąc, dość odważne założenie w stylu dawno minionym: „Partia to Naród”, pamiętacie Państwo?

Wzbudzanie odrazy

Dlaczego takie zbitki pojęciowe działają, skoro jedno zdanie zawiera cztery kłamstwa? Dlatego, że nie odwołują się do racjonalnej sfery naszego myślenia, lecz do warstwy zdecydowanie głębszej, pierwotnej, wręcz odruchowej – do uczuć. Dobrze sformułowany przekaz musi budzić emocje. Bardzo dobrze sformułowany przekaz to taki, w którym emocje są tak silne, że kompletnie niwelują intelektualną refleksję. Mit o „donosie na Polskę” jest takim właśnie przekazem. Gniew i odraza wyłączają refleksję nad znaczeniem słów, z których jest skonstruowany. Przeciętny adresat takiej wiadomości nie jest w stanie ocenić jej prawdziwości, bo treść porusza go tak silnie, że on czuje gniew na opozycję, nie zdając sobie sprawy z zawartej w niej manipulacji.

Obrazkiem po oczach

Obraz jest bardziej skutecznym środkiem propagandy niż słowo. Obrazy budzą po prostu więcej emocji i są z „definicji prawdziwe”, bo „oczy nie kłamią”. Prawda? Prawicowa propaganda uwielbia fotomontaże. A to Tusk szepcze z Timmermansem, podpis: „Donos na Polskę”. A to Angela Merkel w stroju niemieckiego żołnierza pochyla się nad mapą Polski itp. To prosty zabieg. Nic nie trzeba tłumaczyć. Obraz działa podprogowo i bezrefleksyjnie. Budzi emocje i jeszcze lepiej przemyca kłamstwo. ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]