POLITYKA

Niedziela, 17 grudnia 2017

Polityka - nr 17 (3108) z dnia 2017-04-26; s. 11

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Róża Thun

Róża Thun

Przesłanie Machiavellego

Nasz kraj wydaje się przesiąknięty tradycją katolicką w każdej cząstce swego funkcjonowania, dlatego dręczy mnie sumienie, żeby napisać kilka słów na ten temat. Zwłaszcza teraz, kiedy najważniejsze święto katolickie za nami.

Kilka rzeczy jakoś bez echa przeszło w czasie, kiedy pilnie piekliśmy baby drożdżowe, malowaliśmy na kolorowo jajka i smarowaliśmy mazurki kajmakiem i czekoladą. Prymas Wojciech Polak wygłosił na Wielkanoc piękną homilię, w której mogliśmy usłyszeć, że „konieczna jest zgoda i porozumienie. Konieczny jest wzajemny szacunek i współdziałanie”. Prymas podkreślił, że niezbędne jest to, co „pozwala budować na trwałych fundamentach wspólnego dobra, praworządności, troski o potrzebujących pomocy i wsparcia, o biednych i uchodźców”.

Czy ktoś z nas, polskich katolików, tego w ogóle słuchał? A co z biskupami? Przykładowo nasz świeżo mianowany duszpasterz krakowski, arcybiskup Marek Jędraszewski, wystąpił z kazaniem, w którym śmiało znajdował podobieństwa między stosunkiem do Chrystusa, Jego losem 2 tys. lat temu i dzisiejszymi czasami, w centrum stawiając Lecha Kaczyńskiego i katastrofę smoleńską. „Kiedy jednak, zgodnie z zapowiedzią, Pan Jezus trzeciego dnia zmartwychwstał, trzeba było po raz kolejny uciec się do mistyfikacji” – mówił w kazaniu wielkoczwartkowym. I cytował faryzeuszy, którzy przekupili żołnierzy: „»Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali«. Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono”. Po czym rozprawił się z komunistami i z „państwami zachodnimi”, ponieważ od lat znali prawdę o Katyniu, ale kłamali na jej temat. Na szczęście był jeden sprawiedliwy: „Takim nieugiętym świadkiem prawdy był prezydent Lech Kaczyński. Im bardziej stanowczo i konsekwentnie upominał się o nią, z tym większą siłą wzrastała fala krytyki, niechęci, a nawet pogardy wobec jego osoby”. Porównanie z faryzeuszami samo się narzuca: „Robiono wszystko, by społeczeństwo polskie przekonać o tym, że nie jest on wart być prezydentem Polski. (…) Później, już po katastrofie, staliśmy się widzami, a w przypadku wielu – ofiarami bezwzględnej mistyfikacji”.

Kazanie w katedrze wawelskiej brzmiało niemal tak, jakby arcypasterz osobiście był członkiem podkomisji Macierewicza, która ponownie bada przyczyny katastrofy smoleńskiej, a właściwie usilnie próbuje udowodnić, że na pokładzie tupolewa był jednak wybuch. Wprawdzie arcybiskup Jędraszewski nie używał trudnego terminu: „termobaryczny”, ale rozwodził się bardzo fachowo na temat nieprawdziwości dotychczasowych wyników: „nie było czterokrotnego podchodzenia rządowego samolotu do lądowania, generał Andrzej Błasik nie był pijany ani też nie było jego kłótni z kapitanem Arkadiuszem Protasiukiem, nie było również »wspaniałej współpracy polskich i rosyjskich lekarzy przy badaniu najmniejszych szczątków ciał ofiar katastrofy« ani też przekopywania całej powierzchni miejsca smoleńskiej katastrofy »na metr w głąb«. (…) Symbolem mistyfikacji, której próbowano nadać wagę ostatecznej interpretacji przyczyny katastrofy, stała się słynna »pancerna brzoza«. Do tego nie wolno zapomnieć o osobach, które nagle traciły swe życie, a które posiadały znaczącą wiedzę o tym, co naprawdę wydarzyło się w Smoleńsku” – grzmiał w gotyckiej przestrzeni.

Słucham tego i zastanawiam się, o co w ogóle chodzi? Kto jest autorytetem w Kościele w Polsce? Kto tu rządzi? Kogo słuchamy? Z pewnością nie papieża Franciszka. I rzeczywiście nie było słychać papieskiego nauczania w kazaniu arcybiskupa na Wawelu. Odkąd rządzi PiS, widać – aż nazbyt wyraźnie – bardzo bliską współpracę tronu i ołtarza. Ci zaś duchowni, którzy poczynania wielu biskupów oraz zamiatanie pod dywan problemów Kościoła otwarcie krytykują, zmuszeni są do wycofania się z występowania w mediach – jak ksiądz Adam Boniecki, albo do milczenia i niepełnienia posługi – jak ksiądz Wojciech Lemański. To są bardzo smutne przykłady.

Szaleje za to ojciec Tadeusz Rydzyk, a mój nowy krakowski arcypasterz w święto ustanowienia eucharystii i kapłaństwa skupia się na obronie linii Antoniego Macierewicza. Krakowianie, w ogromnej liczbie, nie tylko nie pogodzili się z faktem pochówku pary prezydenckiej razem z królami, kardynałami i Piłsudskim na Wawelu, ale również nie godzą się na comiesięczne wjazdy limuzynami przed katedrę, które według wielu mieszkańców miasta profanują to miejsce. Tutaj królowie wchodzili na piechotę. Czy zatem kazanie arcybiskupa łączy, czy raczej pogłębia podziały?

Zamiast realizacji słów prymasa o współdziałaniu i porozumieniu, coraz wyraźniej widać instrumentalizowanie Kościoła przez obóz rządzący. Czyżby to Machiavelli był wyrazicielem etyki katolickiej w Polsce?

Niemal niezauważony został u nas ciekawy wywiad (z 7 lutego br.) przeprowadzony przez korespondenta „Frankfurter Allgemeine Zeitung” Konrada Schullera z prezesem PiS Jarosławem Kaczyńskim, który czytelników FAZ zapewniał: „Jestem chrześcijaninem i katolikiem. Znam zaró...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Róża Thun – absolwentka filologii angielskiej, w PRL zaangażowana w działalność opozycji demokratycznej. W III RP działała w organizacjach pozarządowych – przede wszystkim na rzecz integracji europejskiej. Była związana z Unią Demokratyczną, następnie z Unią Wolności. W latach 2005–09 pełniła funkcję dyrektora Przedstawicielstwa Komisji Europejskiej w Polsce. Od dwóch kadencji z ramienia PO zasiada w europarlamencie.