POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 30 (2255) z dnia 2000-07-22; s. 74-76

Społeczeństwo / Ludzie

Barbara Pietkiewicz

Przestrzeń się słyszy, piękno – czuje

Kolarski wyścig niewidomych

Pogoda typowo kolarska – niewielki wiatr, słońce nie pali, asfalt suchy, przyczepny. Policja na czele wyścigu zmiata przez mikrofon na pobocze jadące z naprzeciwka samochody. Strażacy pilnują, żeby żaden pojazd nie wjechał z bocznych dróg na szosę. Trzeba zachować nadzwyczajną ostrożność. Na rowerach pędzą niewidomi.

Rowery są dwuosobowe, tandemy. Na przednim siodełku widzący przewodnik. Kieruje rowerem i podejmuje decyzje – kiedy wbić się w strumień rozrzedzonego powietrza za innym rowerem z przodu, żeby odpocząć, a kiedy wyrwać się do przodu na czoło. Niewidomy na tylnym siodełku jest główną siłą pedałującą, lecz nie ubezwłasnowolnioną – ma hamulec i przerzutki. Nie widzi, ale grzeje ile sił w nogach. Jeśli długo razem ćwiczyli, rozumieją się bez słów – ciało dwuosobowe.

Ten z przodu boi się bardziej od tylnego. Wczoraj w kryterium ulicznym któryś z przednich zobaczył przed sobą słup. Serce mu zamarło, słup na szczęście wyminął. A ten z tyłu nic, bo nie widzi. Też się boi, ale kiedy przełamie początkowy strach, z pełnym zaufaniem do przednich oczu dusi pedały.

Piotr szczęśliwy w górach

Jadą. Wiedzą, że okolica po obu stronach szosy jest przepiękna – pagórki jak na Podkarpaciu i jezioro za jeziorem, jak na Mazurach. I czują. Piękno nawet bez wzroku jest wyczuwalne. I&...