POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 39 (3028) z dnia 2015-09-23; s. 74-77

Kultura

Mariusz Herma

Przybrany syn Chin

Prawie co piąty z finalistów tegorocznego konkursu chopinowskiego pochodzi z Chin. Rodakom kibicuje 50 mln młodych Chińczyków, którzy uczą się gry na fortepianie. Czasem nawet z miłości do muzyki.

Zderzeni z językiem polskim Chińczycy słyszą przede wszystkim „trrrrr” i niewyobrażalnie krótkie „k”. – Wasz język jest dynamiczny, precyzyjny, choć nie przesadnie ostry. Trochę jak z muzyką Xiao-Banga, czyli Chopina – śmieje się wykładowczyni emisji głosu w Konserwatorium Muzycznym w Szanghaju. Podobnie jak inni pedagodzy z tej uczelni nie chce wypowiadać się oficjalnie pod nazwiskiem. Powodem są trzej studenci, którzy zagrają w październiku w Warszawie podczas XVII Konkursu Chopinowskiego. Wszyscy obawiają się, że jakąś nieostrożną wypowiedzią mogliby zaszkodzić swym podopiecznym.

Ostrożność chińskich akademików wyda się mniej przesadzona, gdy weźmiemy pod uwagę dwie liczby. 40–60 mln – to liczba dzieci, które według różnych szacunków uczą się w Państwie Środka gry na fortepianie. 18 mln – tylu z kolei fanów ma w chińskim serwisie społecznościowym Weibo zwycięzca konkursu chopinowskiego sprzed 15 lat Yundi Li (patrz ramka). To plasuje go w pierwszej dziesiątce lokalnych sieciowych celebrytów. Na globalnym Twitterze podobną popularnością cieszą się Eminem, Mariah Carey czy Christina Aguilera – a takż...

Wyluzujcie!

Mariusz Herma

Doradza Yundi Li, zwycięzca z 2000 r. i tegoroczny juror konkursu chopinowskiego

Mariusz Herma: – Jak wspomina pan dziś konkurs chopinowski?
Yundi Li: – Byłem zaskakująco zrelaksowany. W ogóle nie myślałem o tym, że mógłbym wygrać. Miałem przecież zaledwie 18 lat. Zależało mi tylko na tym, by zagrać jak najlepiej. Nagroda zaskoczyła mnie tak samo jak późniejsze zamieszanie. Zaproszenia, wywiady, spotkania z oficjelami. Uczestnikom tegorocznej edycji powiedziałbym więc: wyluzujcie! Nie myślcie o wygranej. Niech waszą jedyną ambicją będzie zagranie pięknego koncertu. A jurorzy zajmą się resztą.

Jak zaczęła się pana relacja z Chopinem?
Od kaset. Kiedy miałem cztery lub pięć lat, dostałem taśmę z nokturnami Chopina. Słuchałem jej codziennie przed snem. Nie grałem jeszcze na pianinie, tylko na akordeonie. Ale chociaż nie byłem w stanie zagrać Chopina, mimochodem poznawałem jego utwory. Gdy w końcu usiadłem przy klawiaturze, mój nauczyciel zdziwił się, że większość melodii Chopina mam już w głowie.

Dziś miliony chińskich dzieci usiłują osiągnąć „Chopin level”.
Fortepian to wspaniały instrument muzyczny, ale granie na nim służy także ogólnemu rozwojowi. Taka nauka wspomaga edukację w innych dziedzinach. A ponieważ Chiny rozwijają się tak szybko, uczniom stawia się coraz wyższe wymagania. Rodzice chcą zapewnić dzieciom jak najlepsze wykształcenie i dobry start w dorosłe życie. Za sporą pomoc w tym uznaje się właśnie naukę gry na fortepianie. A jej nieodłączną częścią jest oczywiście repertuar chopinowski.

Jak go uczyć?
Gdy 15 lat temu przygotowywałem się do konkursu chopinowskiego, mój nauczyciel w kółko powtarzał: musisz sprawić, by fortepian śpiewał. Chopin używał fortepianu jak głosu ludzkiego. Wiemy, że był miłośnikiem opery. Choć sam żadnej nie skomponował, wiele jego fraz brzmi tak, jak gdyby napisano je dla śpiewaka operowego. Chopina da się oczywiście zagrać poprawnie na poziomie technicznym. Ale bez owej śpiewności – to nie będzie jego styl. To nie będzie Chopin.

rozmawiał Mariusz Herma