POLITYKA

Wtorek, 23 lipca 2019

Polityka - nr 34 (2155) z dnia 1998-08-22; s. 28-29

Kraj

Sławomir Mizerski

Przygody kozy Balcerowicza

Dwunastoletnia koza Bella krocząca niedawno na czele chłopskiej demonstracji miała być symbolem upadku polskiej wsi. Dzisiaj jest najpopularniejszą kozą III RP. Solidaryzują się z nią rzesze obywateli, wielu chce jej dotknąć, pogłaskać, a nawet mieć ją na własność. Protestujący od tygodni rolnicy o podobnych przejawach społecznej sympatii mogą tylko pomarzyć.

Koza Bella ma czarną bródkę i mądre oczy wielkości pięciozłotówek. Ma także pecha. Miesiąc temu zabrano ją z pola, wsadzono do samochodu i przewieziono do stolicy, gdzie kilka tysięcy podnieconego chłopa zaciągnęło ją na sznurku przed siedzibę wicepremiera Balcerowicza. Plan był prosty, jak ząb od wideł: chodziło o to, żeby gnębiącemu polską wieś wicepremierowi podstawić Bellę w prezencie jako ofiarę zastępczą. - Niech doi ją zamiast nas - argumentowali zdesperowani gospodarze.

Koza jedzie Mercedesem

Idea wprowadzenia kozy do polityki zrodziła się w środowisku rolników podwarszawskich. Gazety napisały, że kozę oddał Jerzy Kozłowski ze wsi Opacz.

- Jurek? Niemożliwe. On nigdy nie miał żadnej kozy - kręcą głowami jego sąsiedzi z ulicy Badylarskiej.

- Faktycznie - przyznaje Kozłowski, rolnik z dziada pradziada, obrabiający kiedyś dwadzieścia, a dzisiaj z powodu trudności ze zbytem plonów zaledwie osiem hektarów pola.

- Ja ją tylko przywiozłem do Warszawy swoim Mercedesem.

O Belli, która na demonstracji w wielkim ...