POLITYKA

Czwartek, 21 lutego 2019

Polityka - nr 42 (2526) z dnia 2005-10-22; s. 44-48

Gospodarka / Podatki i składki

Wojciech Markiewicz

Przymusowa solidarność

W kampanii wyborczej toczy się spór o podatki. Ale nikt nie wdaje się w szczegóły. A dopiero po dokładnym przyjrzeniu się podatkom i składkom, które płacimy, widać, jak zatrważający jest to obraz.

Artur Z., lat 31, z Warszawy, 12 lat pracuje, ale nie zapłacił ani złotówki podatków i składek na ZUS. – A co ja im będę, kurwom, połowę zarobku oddawał za darmo? – złości się.

Złość Artura Z. bierze się stąd, że żona Beata oraz teść od dwóch lat wiercą mu dziurę w brzuchu, żeby szukał legalnej pracy z ubezpieczeniem. Wiercą po tym, jak miał wypadek, skomplikowane złamanie nogi z przemieszczeniem, i cztery miesiące był bez pracy i zasiłku.

Do pierwszej pracy poszedł zaraz po szkole, w 1993 r.: – Takie przynieś, podaj, pozamiataj, na budowie – wspomina. – Na początku szef zapytał: Co wolisz? 800 tys. na rękę z ubezpieczeniem – to było przed denominacją – czy milion na rękę, ale bez ubezpieczenia i w razie czego, to my się nie znamy?

Wolał milion. Po paru miesiącach znalazł pracę w wytwórni lamp. Za ich skręcanie dostawał już 2,2 mln na rękę. Potem, ...