POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 38 (2263) z dnia 2000-09-16; s. 36-39

Świat

Farida Kuligowska

Przymusowa szkoła przeżycia

Jeśli chcesz uniknąć porwania – opalaj się na własnym balkonie

„Cudowna woda, wspaniałe warunki do nurkowania, luksusowe chatki”. To były ostatnie słowa napisane na pocztówce przez niemiecką rodzinę Wallert, zanim została porwana w czasie urlopu w Malezji przez filipińskich partyzantów. Do porwań turystów dochodzi na całym świecie. Czasami porywacze mają cele polityczne, innym razem, jak to bywa np. w Jemenie, wyłącznie finansowe.

Po 120 dniach niewoli zakładnicy Abu Sajef, organizacji filipińskich muzułmańskich separatystów, zostali uwolnieni wraz z innymi turystami z Francji, Afryki Płd. i Libanu. To były prawdopodobnie najkosztowniejsze wakacje w historii: milion dolarów okupu za każdego porwanego. Pieniądze zapłaciła Libia. Kaszlący, wychudzeni, pogryzieni przez insekty zakładnicy po uwolnieniu zostali zawiezieni do Trypolisu na audiencję u Kadafiego – człowieka, którego oskarżano o wspieranie terroryzmu. Ale seria porwań trwa nadal. Kiedy zakładnicy z wyspy Jolo lecieli do Libii, porwano dyplomatę amerykańskiego, a na drugim końcu świata 25 nauczycieli i studentów z Uniwersytetu w Kolumbii. Kolumbia stoi na czele światowej ligi kidnapingu. W ciągu 6 miesięcy tego roku porwano tam 1532 osób. Wśród zakładników są biznesmeni, studenci, taksówkarze, gospodynie domowe, a nawet dzieci. 80 proc. z nich zostało schwytanych przez grupy rebelianckie jak ELN (Narodowa Armia Wyzwolenia) i FARC (Rewolucyjne Siły Zbrojne Kolumbii – patrz art. s. 40). Część zakładników zginie: w zeszłym roku zabito 127, w tym ...

Płacić, nie płacić

Przypadek filipiński pokazał różnice w podejściu amerykańskim i europejskim do sprawy uprowadzeń. Kryzys rozpoczął się w kwietniu wzięciem przez muzułmańskie ugrupowanie Abu Sajef 21 zakładników, w większości obcokrajowców. Niemcy, Francja i Finlandia zdecydowanie sprzeciwiły się użyciu siły w celu uwolnienia przetrzymywanych przez terrorystów swoich obywateli. Przedstawiciele dyplomatyczni trzech europejskich rządów tłumaczyli, że taką postawę wymogły na nich nastroje społeczne w ich krajach. W rezultacie gdy swoje pośrednictwo w negocjacjach z porywaczami zaproponowała Libia, kraje europejskie wyraziły zgodę. Oznaczało to w praktyce nie tylko wyłożenie przez Libię pieniędzy na zapłacenie okupu, lecz także swoistą nobilitację Libii na arenie międzynarodowej, jako rzecznika pokoju. Takie postępowanie państw europejskich stoi w ewidentnej sprzeczności z przyjętym dwa lata wcześniej pod przewodnictwem Wielkiej Brytanii porozumieniem w ramach G8, klubu najbardziej rozwiniętych krajów świata. Przewiduje ono stosowanie wobec porywaczy „najlepszej praktyki”. Jej istotą jest właśnie odmowa płacenia okupu. Stany Zjednoczone powstrzymały się od publicznej krytyki decyzji Niemiec, Francji i Finlandii, choć z ust amerykańskich dyplomatów posypały się niepochlebne komentarze. Szef grupy konsultantów oceniających stopień bezpieczeństwa w Manili William Bish stwierdził krótko – Europejczycy rozkręcili cały przemysł związany z porywaniem. Krytycy twierdzą, że najprawdopodobniej zapłacenie okupu zachęciło do uprowadzenia kolejnego zakładnika, którym stał się w ostatnim tygodniu sierpnia 24-letni obywatel amerykański Jeffrey Schilling. – Polityka Stanów Zjednoczonych jest bardzo przejrzysta – mówi Phil Reeker, rzecznik prasowy Departamentu Stanu. – Nie prowadzimy z terrorystami żadnych pertraktacji. Nie zapłacimy okupu. Nie zmienimy naszej polityki. Nie wypuścimy więźniów i nie pójdziemy na żadne ustępstwa, które nagradzałyby branie zakładników. Ale ta twarda polityka przynosi także skutki tragiczne: amerykańska odmowa spełnienia żądań porywaczy – uwolnienia trzech islamskich terrorystów – kosztowała życie dwóch spośród 31 porwanych w marcu zakładników. Dylemat pozostaje więc nierozstrzygnięty.