POLITYKA

środa, 24 lipca 2019

Polityka - nr 5 (2639) z dnia 2008-02-02; s. 48-49

Świat

Daniel Passent

Przypiekanie Zapatero

W Hiszpanii toczy się walka nie tylko o rząd, ale przede wszystkim o rząd dusz. Trwa święta wojna o moralność publiczną.

Co najmniej raz na rok hiszpański Kościół organizuje masowe demonstracje przeciwników rewolucji obyczajowej, energicznie popieranej przez socjalistyczny rząd José Zapatero i jego koalicjantów. Ostatni taki wiec zgromadził niedawno na placu Kolumba w Madrycie około miliona osób – obrońców rodziny chrześcijańskiej, zagrożonej ich zdaniem przez socjalistyczny rząd. Z tej okazji kardynałowie i biskupi potępili raz jeszcze „kulturę laicyzmu”, aborcję, ekspresowe rozwody, relatywizację pojęcia rodziny. Punktem kulminacyjnym zgromadzenia było połączenie „na żywo” z Watykanem. Do zebranych na placu Kolumba przemówił Benedykt XVI. Z olbrzymiego ekranu, na którym się pojawił, bronił małżeństwa jako „nierozerwalnego związku mężczyzny i kobiety”.

Zdaniem socjalistów, wiec był polityczną manifestacją prawicowej Partii Ludowej, powrotem do sojuszu tronu i ołtarza, a papież został wciągnięty w kampanię wyborczą (wybory już 9 marca). Nazajutrz po demonstracji partia rządząca wydała oświadczenie („Ani kroku wstecz”) i przypomniała, co uczyniła dla dobra rodziny: liberalizacja badań i leczenie płodności, podwyżka becikowego i ulgi podatkowej na ...

To musi potrwać

Rozmowa z dr. José Faraldo, historykiem hiszpańskim z Centrum Historii Współczesnej w Poczdamie

 

Czy premier Zapatero celowo zmierzał do konfliktu z Kościołem?

Nie. Zapatero reprezentuje tradycyjny antyklerykalizm znacznej części społeczeństwa, ale w żaden sposób nie można go oskarżać, że szukał konfliktu z Kościołem. Raczej chodzi o ruchy wewnątrz Kościoła. Pewne kręgi ultrakonserwatywne (Kikos, Legion Chrystusowy) po raz pierwszy zawarły sojusz z tą częścią hierarchii, która widzi, jak wpływy w społeczeństwie coraz bardziej się kurczą. Takie fakty, jak uznanie przez parlament małżeństw homoseksualnych bez większego sprzeciwu w społeczeństwie, zaskoczyły hierarchię katolicką. Dlatego przyjęła strategię podobną do obranej przez papieża Benedykta XVI: więcej znaczą nieliczni, ale waleczni, niż liczni, ale słabi. To trochę jak leninowska strategia awangardy. Chociaż jest prawdą, że partia socjalistyczna radzi sobie z konfliktem źle, niezręcznie, zamiast poszukiwać kompromisu – rani uczucia Kościoła.

Kto na tym konflikcie zyska w wyborach 9 marca?

Nie jest jasne, czy socjaliści zyskają na tej strategii wiele głosów, być może nieliczne kosztem Zjednoczonej Lewicy. Ale też na tym nie stracą. Ci, którzy popierają linię Kościoła katolickiego, i tak na nich nie zamierzali głosować, a katolikom postępowym dużo bardziej przeszkadza nurt ultraprawicowy w Kościele niż decyzje rządu.

Więc może konflikt podsyca opozycyjna Partia Ludowa?

Niespecjalnie. W czasie drugiej połowy rządów José Marii Aznara Partia Ludowa kokietowała Kościół, oferując mu przywileje (np. w oświacie) po to, żeby zostały podkreślone walory frankizmu. Kościół dał się skusić i – kiedy wybory wygrali socjaliści – pozostał bez partnera. Dziś Partia Ludowa dobrze wie, że otwarte poparcie Kościoła nie przysporzy jej głosów w społeczeństwie tak zlaicyzowanym jak hiszpańskie.

Czy społeczeństwo nie jest zmęczone wojną ideologiczną?

Wojnę ideologiczną faktycznie rozpętał Aznar, otwierając puszkę Pandory. On pierwszy zaczął kwestionować model transformacji hiszpańskiej, bez oporów nawiązując do frankizmu. Był pierwszym, który powołał instytucje do prowadzenia nacjonalistycznej i neofrankistowskiej polityki historycznej. Lewica uważała, że Kościół zniknął, całkiem stracił wpływy. Aznar, traktując Kościół instrumentalnie, wykazał, że tak nie jest. To dostarczyło lewicy argumentów w walce z Kościołem. Z drugiej strony, Zapatero nie ma własnej polityki gospodarczej i społecznej, więc skupia się na sprawach obyczajowych, na modernizacji praw. To z kolei dało prawicy amunicję do atakowania premiera. Moim zdaniem wojna ideologiczna w Hiszpanii potrwa jeszcze długo.