POLITYKA

Czwartek, 18 lipca 2019

Polityka - nr 21 (2706) z dnia 2009-05-23; s. 32-33

Kraj

Joanna Cieśla

Przystanek Zamkowa

W bezdomność łatwo wślizgnąć się przypadkiem. Powrót to czasem historia jak z bajki.

Marek Stoś, lat 42, o tym, jak niechcący wypadł z systemu, opowiada w pomalowanej na pastelowo kawalerce w Nowej Hucie. Meble z mlecznymi szybkami, na stole jeżyki w czekoladzie. Żona parzy kawę w kolorowych filiżankach. Na półkach zdjęcia z wakacji na Rodos.

Przed dwoma laty Marek spał na jednym z 30 łóżek w ośrodku pomocy bezdomnym przy ul. Zamkowej w Krakowie. Wcześniej na Dworcu Głównym. Poszedł tam jesienią 2001 r., gdy zamknął za sobą drzwi wynajmowanego mieszkania. Nie miał na następny czynsz.

Stracił pracę w firmie budowlanej, bo deweloper, dla którego stawiali szeregowce, przestał płacić. Z tygodnia na tydzień szef zwolnił wszystkich 20 robotników. Na przełomie jesieni i zimy ciężko złapać nową robotę w budownictwie. U dewelopera pracowało się na czarno, Marek na zasiłek nie mógł liczyć. Rozglądał się, szukał pomocy – niezbyt nachalnie, bo jest trochę nieśmiały. Na dworzec ruszył, jak nic z tego szukania nie wyszło. Wyszedł z wynajmowanego mieszkania z jedną torbą dobytku.

...