POLITYKA

Poniedziałek, 19 sierpnia 2019

Polityka - nr 10 (2545) z dnia 2006-03-11; s. 21

Komentarze

Mariusz Janicki

Ptasia grypa – czego się bać?

Lekarze proszą o nieuleganie panice, ale w Toruniu ekipy pracują w skafandrach

Wykrycie w Polsce wirusa ptasiej grypy, i to od razu w najgroźniejszej wersji H5N1, nie było zaskoczeniem, skoro pojawił się on już w kilkunastu krajach europejskich. Wciąż jednak choroba ta budzi ambiwalentne reakcje. Specjaliści tłumaczą, że to zasadniczo problem ptaków (ale okazuje się, że także kotów, jak w Niemczech), a nie ludzi, że wielokrotnie więcej osób umiera w wyniku powikłań zwykłej grypy, ale informacje o każdym padłym łabędziu, od Azji po Europę, wszystkie światowe agencje podają na czołowych miejscach serwisów. Lekarze zapewniają, że spożywanie smażonego, pieczonego czy gotowanego drobiu w żadnym razie nie grozi zarażeniem, ale w kilku krajach europejskich (np. Włochy czy Francja) ludzie masowo zaprzestają kupowania tego mięsa, a władze zarządzają masowe wybijanie ptactwa domowego. Lekarze, weterynarze i epidemiolodzy proszą o nieuleganie histerii, ale dookoła zakażonych stref, jak w Toruniu, chodzą ludzie w kosmicznych skafandrach, rozpylają dezynfekujące płyny, zamykane są ulice.

Wszystko to powoduje spore zamieszanie: ludzie pytani na ulicy, czy ...