POLITYKA

środa, 21 sierpnia 2019

Polityka - nr 40 (2574) z dnia 2006-10-07; s. 132-137

Na własne oczy

Ryszarda Socha

Ptaśki

Najłatwiejsze do ułożenia są sokoły wędrowne. Jastrzębie to zabijaki. Gdy za czymś pogonią, zapominają o świecie. Są nerwowe, podatne na stresy. Rarogi wyróżniają się inteligencją. Czwórka młodych mężczyzn mogłaby o ptakach drapieżnych opowiadać godzinami. Aż któremuś wyrwie się: My je kochamy, a one nas nie. To tak, jakby się zakochać w gwieździe telewizji.

Uczyli się w technikum leśnym w Warcinie pod Słupskiem, gdzie niegdyś majątek miał Otto von Bismarck. Przy szkole od 30 lat działa Ośrodek Rehabilitacji Ptaków Drapieżnych, jeden z kilku w kraju. Trafiają tu skrzydlate drapieżniki, którym przydarzyło się nieszczęście – zostały ranne, zachorowały. Rehabilitacja metodą sokolniczą ma je przywrócić naturze. To tutaj Adam Mroczek, Paweł Muzyka, Korneliusz Knitter i Sławek Kotłowski zarazili się wirusem sokolnictwa.

Adam, rocznik 1980, najstarszy z czwórki, poszedł na studia leśne do Krakowa. Jest inżynierem, robi magisterkę. Pracę znalazł w biurze Tesco. Ale prócz tego prowadzi własną niewielką firmę – oferuje usługę płoszenia ptactwa. Ma kilkanaście ptaków drapieżnych, odpowiednio ułożonych, i zatrudnia trzech sokolników. Właśnie Pawła, Korneliusza i Sławka. Pracują na lotnisku Marynarki Wojennej w Gdyni Babich Dołach oraz na terenie Zakładu Utylizacyjnego w Gdańsku Szadółkach. Adam jeszcze w trakcie studiów praktykował w Niemczech u hodowcy sokołów.

W hodowli było okoł...