POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 31 (2204) z dnia 1999-07-31; s.

Społeczeństwo

Pustynia tańczy

Co roku w połowie lipca dziesiątki tysięcy ludzi z północnego Chile, z sąsiedniej Boliwii, a nawet z Peru, w tym kilkaset zespołów tańca religijnego,  pielgrzymują do niewielkiej wioski La Tirana, by tam tańczyć, tańczyć i jeszcze raz tańczyć ku chwale swojej patronki - Dziewicy z Carmen. Towarzyszy im drugie tyle handlarzy i turystów. Prawdziwe współistnienie dewocji i komercji,  spontanicznej religijności i pogańskiej żądzy posiadania, modłów i zabawy. Tam "być" spotyka się z "mieć".

Przez cały rok chilijskie miasto Iquique znane jest jako port nad Pacyfikiem, miasto, w którym mieści się strefa wolnego handlu, gdzie na statkach przypływają używane japońskie i koreańskie samochody, ciężarówki, autobusy i wszelkie inne dobra - ogromne opony do maszyn górniczych, najnowsze modele telewizorów, tajlandzkie perfumy "Made in France" i koreańskie pseudo-adidasy. Na dworcu w Iquique całe rodziny czekają na swój autobus, otoczone wianuszkiem kartonowych pudeł, worków, toreb, z których wystają bezcłowe zakupy, przeznaczone na sprzedaż w głębi kraju.

Raz do roku, w połowie lipca, miasto Iquigue zamiera i pustoszeje. Wszystkie taksówki, mikrobusy, ciężarówki i autobusy, oznaczone są jednym napisem: Tirana.   - Tirana! - krzyczą naganiacze do autobusów. - Tirana? - pyta zachęcająco taksówkarz. - Dwa do Tirany! - woła właściciel taksówki zbiorowej, tzw. colectivo. Za 2-3 dolary można wcisnąć się do zatłoczonego po brzegi pojazdu, pomiędzy babiną z różańcem, tobołkiem ...