POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 37 (3177) z dnia 2018-09-12; s. 51-53

Świat

Ziemowit Szczerek

Puszka z demonami

Zmiana granic między Kosowem i Serbią z daleka wydaje się genialnym w swojej prostocie planem, rozwiązującym nierozsupływalny węzeł bałkański. Ale uwaga: wkraczamy na gigantyczne pole minowe!

Pomysł, nad którym dyskutują prezydenci Serbii i Kosowa, jest taki. Punkt pierwszy: Serbia dostaje zamieszkane przez Serbów terytoria w Kosowie, a Kosowo – albańskojęzyczne tereny w Serbii. Punkt drugi: Serbia w jakiejś formie uznaje Kosowo, oba kraje mogą wejść do UE. Punkt trzeci: wszyscy są szczęśliwi.

Obie strony mają tu do ugrania całkiem sporo: prezydent Serbii Aleksandar Vuić, odzyskując północne Kosowo, odwraca choć w części skutki upokorzenia swego kraju w latach 90. i wyjęcia spod władzy Belgradu dużej części regionów zamieszkanych przez etnicznych Serbów. Dziś bowiem, warto wspomnieć, istnieją de facto trzy Serbie: jedna – ta właściwa, zasiadająca w ONZ, przewodzona przez Vuicia; druga – Republika Serbska w Bośni, część składowa Federacji Bośni i Hercegowiny, państwa coraz bardziej dysfunkcyjnego; oraz właśnie Kosowo Północne: miejsce zarządzane przez nie do końca wiadomo kogo, kraj „pomiędzy”, który patrolują już kosowscy gliniarze, ale nadal płaci się tam w serbskich dinarach.

Z kolei Kosowo prezydenta Hasima Thaçiego ...

Załączniki

  • [Kosowo - mapa]

    [Kosowo - mapa] - [rys.] Mazurczyk Lech