POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 11 (2899) z dnia 2013-03-13; s. 44-45

Edukator ekonomiczny

Paweł Tarnowski

Rachunek za karty

Karty płatnicze to świetny wynalazek. Korzyści czerpią sprzedawcy towarów, banki, organizacje kartowe, agenci rozliczeniowi i klienci sklepów. Jednak utrzymanie i rozwój systemu rozliczeniowego kosztuje. A o podział tych kosztów od lat toczy się w Polsce ostry spór, ostatnio z udziałem polityków i parlamentu.

O sprawie zrobiło się naprawdę głośno, gdy ostatecznie zbuntowały się sklepy, na które przypada dziś największy ciężar finansowy utrzymania systemu. W zależności od rodzaju karty (debetowa, kredytowa, charge) do niedawna płaciły one bankom 1,45–1,64 proc. wartości każdego, regulowanego przez klienta rachunku jako tzw. opłatę interchange (stanowiącą ok. 85 proc. opłaty pobieranej od akceptanta, czyli sklepu, firmy usługowej). To dwa razy więcej niż muszą średnio płacić akceptanci w krajach Unii Europejskiej i aż 8 razy więcej niż np. w Finlandii czy na Węgrzech. Zdarzało się, że przy najdroższych, prestiżowych kartach pełna opłata akceptanta sięgała 3,5 proc. I przez lata, mimo narzekań handlu oraz oskarżeń pod adresem banków i organizacji kartowych o monopolistyczną zmowę, niewiele się zmieniało.

Obciążyć klienta

Zdesperowani handlowcy wpadli więc na pomysł, by podzielić się tym kosztem… z klientami sklepów, w postaci ekstraopłaty przy płatności kartą (tzw. surcharge). Posiadacz karty, zwłaszcza kredytowej, co prawda płaci już bankowi m.in. ...

Załączniki

  • Polubiliśmy plastik

    Polubiliśmy plastik - [rys.] MS