POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 37 (2315) z dnia 2001-09-15; s. 36-38

Świat

Marek Ostrowski

Rachunki za wyschłą krew

Niewolnictwo, holocaust, przesiedlenia, łagry

Ledwie szwajcarskie banki zaczęły po pół wieku spłacać stare rachunki, nastąpił prawdziwy wysyp pozwów ze spóźnionymi pretensjami. Do francuskich kolei – że woziły do obozów koncentracyjnych, do Ameryki – że w porę nie zbombardowała Auschwitz. A teraz na konferencji w Durbanie (RPA) kraje afrykańskie – i amerykańscy Murzyni – przebili wszystkich: za kajdany i niewolniczy wyzysk żądają bilionów dolarów. Czy sąd jest jednak właściwą instytucją do wyrównywania krzywd i poprawiania historii?

Rośnie wiara w sprawiedliwość, choćby późną. Do sądu federalnego w Brooklynie złożono pozew przeciwko francuskim kolejom państwowym (SNCF) za to, że w okresie 1942–1944 r. przewiozły do obozów śmierci 72 tys. Żydów deportowanych z Francji. Nowojorski adwokat Harriet Tamen dowodzi, że sami Niemcy nie mieli żadnych środków transportowych i nie mogliby dokonać zbrodni bez pomocy SNCF, którym płacono „od głowy i od kilometra”. Pełnomocnik kolei odpiera zarzuty: SNCF była we władaniu niemieckiego okupanta, wśród jej pracowników byli też bojownicy ruchu oporu, wielu zginęło w walce z Niemcami.

Dwóch Żydów niemieckich, 87-letni Kurt Goldstein i 85-letni Peter Gingold, którzy cudem uratowali się z Auschwitz, wystąpiło do sądu w samym Waszyngtonie przeciwko rządowi amerykańskiemu za to, że lotnictwo w czasie wojny nie zbombardowało dróg dojazdowych do obozu koncentracyjnego, co być może pozwoliłoby uratować wielu więźniów od śmierci. Powodowie oparli swe twierdzenia na książce Michaela Berenbauma z ubiegłego roku. Autor twierdzi, ż...