POLITYKA

Sobota, 25 maja 2019

Polityka - nr 4 (2740) z dnia 2010-01-23; s. 14-15

Kraj

Janina Paradowska

Raczej nie

Premier Donald Tusk stoi przed najważniejszą i najbardziej ryzykowną decyzją w swojej politycznej karierze. Kandydować na urząd prezydenta czy nie? Wydaje się coraz bliższy decyzji o niekandydowaniu.

Wahania premiera były widoczne co najmniej od roku i dostrzec ich nie chcieli głównie ci, którzy uznali za oczywiste, że premier całą karierę, całą działalność rządu, cały ten słynny „piar” podporządkował jedynemu celowi – prezydenturze, która już raz wymknęła mu się z rąk.

Wahania Tuska były jednak autentyczne i to nie tylko dlatego, że jako premier poznał siłę realnej władzy, a także niebezpieczeństwo złudnego ciepełka prezydenckiego pałacu, w którym intrygują dworskie koterie i pełno jest frustracji z powodu niedostatku rzeczywistej władzy. Realny dylemat Tuska jest taki: walczyć o prezydenturę, którą wedle sondaży ma w zasięgu ręki, czy też pozostać na czele partii i w następnym roku walczyć o bardzo dobry wynik w parlamencie.

Dotychczas obowiązywała, powtarzana od dawna zasada – ostateczna decyzja o kandydowaniu w wyborach prezydenckich zapadnie w maju podczas kongresu partii. Wydawało się, że to stanowisko racjonalne. Sprawy trzeba bowiem załatwić w pakiecie i trzeba się wewnątrz ...