POLITYKA

Czwartek, 20 czerwca 2019

Polityka - nr 51 (2276) z dnia 2000-12-16; s. 27-28

Kraj / Ogląd i pogląd

Wiktor Osiatyński

Rady na układy

Władza dla ludu, pieniądze dla wybranych

Gdyby słowo „korupcja”, odmieniane w Polsce na tysiące sposobów w ciągu ostatniej dekady, zamienić na pieniądze, już dawno bylibyśmy bogatym krajem. Bez przerwy jesteśmy bombardowani wiadomościami o dziwnych interesach robionych na styku świata polityki i biznesu. Tak zwana sprawa katowicka, o której teraz głośno, czy lubelska, opisywana przez „Politykę”, gdzie także doszło do odwołania wojewody – to niestety jedne z wielu. Ich powtarzalność tworzy wrażenie, że po uszy tkwimy w bagnie korupcji. Jego osuszanie nie jest jednak proste, gdyż nie tylko brakuje nam polityków z klasą. Problemem są błędy, jakie powstały przy wdrażaniu reformy samorządowej i administracyjnej oraz często naiwnie pojmowana demokracja w kraju na dorobku, jakim jest Polska.

W Polsce w 1989 r. ludzie z najlepszych czasów Solidarności, to znaczy Solidarności lat 1980–81, potem z Solidarności podziemnej, widzieli w lokalnym organizowaniu się ludzi zaprzeczenie praktyki komunistycznej, czyli autorytarnej. Z tej wizji wzięła się koncepcja przekazania samorządom dużej dozy uprawnień i odpowiedzialności. Ale niestety, nie poszły za tym pieniądze.

Pamiętam posiedzenia wielu komisji sejmowych, które rozdzielały kompetencje między zdecentralizowane władze administracyjne państwa, województwa czy samorządy. Kryterium było proste: to co ładnie brzmiało i było pełne ideałów, a nie wymagało pieniędzy lub powodowało straty, przekazywano samorządom. Miejsca, gdzie były konfitury, zajmował Sejm i administracja centralna. Po kilku latach, gdy idealizm rewolucyjny wyparował, okazało się, że samorząd, jak każda władza, przyciąga ludzi, którzy są zainteresowani władzą, a władzą są przede wszystkim zainteresowani ludzie, którzy mają interes do zrobienia. I szukają ku temu okazji.

Władza to jest przede wszystkim podział zasobów publicznych oraz podejmowanie decyzji na ...