POLITYKA

środa, 21 listopada 2018

Polityka - nr 40 (2776) z dnia 2010-10-02; s. 64-67

Historia

Marek Henzler

Rakieta do startu gotowa jest...

W 1961  r., dwa dni przed lotem Gagarina, na Pustyni Błędowskiej wystartowała polska rakieta RM-2D, w której leciały dwie myszy. Myszy przeżyły, polski program rakietowy już nie.

Mieliśmy podobno szansę, aby przed 40 laty stać się trzecim państwem kosmicznym, po USA i ZSRR, ale zabrakło politycznej woli i pieniędzy. Polska względną samodzielność w prowadzeniu wojskowych programów badawczych uzyskała po październikowym przełomie w 1956 r., kiedy do ZSRR powrócił pełniący u nas funkcję ministra obrony marszałek Konstanty Rokossowski i z nim większość wysokich radzieckich dowódców polskiej armii. Instytut Lotnictwa na zlecenie MON zajął się także rakietami. Powstał Zakład Techniki Rakietowej, kierowany przez Justyna Sandauera, konstruktora szybowców i płatowców, później, do połowy 1968 r., dyrektora naukowego IL.

– Nazwa zakładu była zbyt oczywista i musieliśmy ją szybko zmienić na Zakład Konstrukcji Specjalnych – wspomina jego dawny szef. W ramach tajnych programów konstruowano m.in. rakietowe cele latające (do szkolenia pilotów myśliwców) i rakietowe pociski przeciwpancerne: RPP-1 i RPP-Diament. Pod koniec 1963 r. Grupa Problemowa pracująca nad Diamentem liczyła 115 specjalistów. Przewodził jej dr Stanisław Wójcicki, późniejszy profesor ...