POLITYKA

Niedziela, 18 sierpnia 2019

Polityka - nr 1 (2536) z dnia 2006-01-07; s. 42-44

Świat / Australia

Marek Ostrowski

Rasizm w raju

Jeśli zamieszki rasowe wybuchają w Australii – bijmy na alarm. Żaden kraj na świecie nie zrobił tyle dla zgodnego współżycia narodowości i ras. Australia utrzymuje rekord: co czwarty jej obywatel urodził się za granicą.

Trudno nie podzielać zachwytów nad Australią. Święta Bożego Narodzenia wypadają tam na początku słonecznego lata i samą Wigilię można spędzić na dorocznej pielgrzymce na najsłynniejszą plażę kraju: Bondi Beach w Sydney, gdzie zjawia się z 50 tys. plażowiczów. Kiedy po angielsku mówi się: Lucky country – wiadomo, że chodzi o kraj Aussies, złoty kraj plaż, surfingu, dobrego jedzenia, wina, przyjaznych ludzi, kierujących się zasadą fair go (dać każdemu sprawiedliwą szansę), i w ogóle dobrego życia. Właśnie dwie ikony australijskości: plaża i ratownicy plażowi, związane są z falą zamieszek rasowych, które wstrząsnęły krajem w grudniu 2005 r. Plaże w wyspiarskim kraju, gdzie sport jest narodowym stylem życia, są naturalnym, przyjaznym forum publicznym. Inaczej – i to od kilku lat – było z plażą Cronulla koło Sydney, nawiedzaną przez grupy młodzieży pochodzenia arabskiego, które – cytuję za dziennikami australijskimi – zastraszały ludzi, urządzały rajdy samochodowe z&...