POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 50 (2328) z dnia 2001-12-15; s. 36-37

Świat

Farida Kuligowska

Ratunku, idzie euro

Niemcy na gwałt wyzbywają się marek

Melanie Schaltinak przeszukuje staniki i majtki. 27-letnia celniczka z Saarbrücken jest w świetnym humorze, bo właśnie znalazła między piersiami przemytniczki ponad 90 tys. marek. Tłumaczyła się – mówi Schaltinak z przekąsem – że jedzie na zakupy do Luksemburga i schowała pieniądze przed złodziejami.

Niemcy przeprowadzają największą od 10 lat operację kontroli granicznych. Nie z powodu terroryzmu, ale by zatrzymać miliony marek opuszczające kraj, zanim euro stanie się od 1 stycznia 2002 r. jedyną walutą Niemiec. W marcu marka będzie już zabytkiem muzealnym. Jak wynika z ostatnich doniesień niemieckiego Urzędu Ceł, około 100 mld marek wciąż krąży po kraju i za granicą. Oszuści podatkowi, handlarze narkotyków, ale również tysiące zwykłych ludzi, którzy trzymali oszczędności pod materacem, są bliskie rozpaczy, bo nie wiedzą, jak pozbyć się pieniędzy i wyjść na swoje. Nie mogą tak po prostu wpłacić ich do niemieckiego banku – suma powyżej 30 tys. marek jest automatycznie zgłaszana do władz podatkowych.

Promem, autem, pociągiem

Tak więc Niemcy wypychają swoje walizki gotówką, butami i bielizną i próbują przemycić pieniądze za granicę. Jednak na granicy niemiecko-szwajcarskiej celnicy i policja są bardzo doświadczeni. Nie tylko sprawdzają drogi, ale także pociągi z Monachium do Zurichu – w obie strony. Celnicy wsiadają w Lindau – i tak jak dawni koledzy enerdowscy ...