POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 15 (2240) z dnia 2000-04-08; s. 76-80

Gospodarka

Piotr SarzyńskiAdam Grzeszak

Raty, spłaty, straty

Co nam grozi, gdy nie zwracamy bankowi pożyczki

Nie opuszcza nas ochota do życia na kredyt. Choć Rada Polityki Pieniężnej robi co może, byśmy więcej oszczędzali, a mniej pożyczali, to zadłużenie gospodarstw domowych systematycznie rośnie. Nic dziwnego, tworzymy z bankowcami zgrany tandem: my staramy się szybko nadrobić cywilizacyjne zaległości – kupować nowe samochody, pralki, lodówki – oni chcą na tym zarobić. Jesteśmy dla nich prawdziwą żyłą złota, bo swoje zobowiązania spłacamy na ogół sumiennie i regularnie. O kłopotach obie strony mówią niechętnie. Mimo to postanowiliśmy poznać ciemną stronę kredytowej gorączki.

Według najnowszych danych Narodowego Banku Polskiego nasze długi osiągnęły w lutym br. poziom 37,2 mld zł; tyle wynoszą zobowiązania osób prywatnych wobec sektora bankowego. Ekonomiści załamują ręce: życie na kredyt jest niezdrowe dla gospodarki. Za pożyczone pieniądze kupujemy dobra konsumpcyjne, najczęściej importowane, pogłębiając deficyt handlowy (nierównowagę między importem a eksportem) oraz nakręcając inflację i powodując kłopoty z rachunkiem obrotów bieżących. Długi obywateli stanowią już 6 proc. PKB. To zbyt dużo, twierdzi Rada Polityki Pieniężnej, i dlatego stara się zniechęcić nas do pożyczania podnosząc stopy procentowe. Powoduje to wzrost oprocentowania kredytów, czyli ceny, jaką musimy zapłacić za pożyczone pieniądze. A cena ta jest niebagatelna – dziś najtańsze kredyty oprocentowane są na poziomie ok. 21 proc.

Jest jednak i druga strona medalu. Chęć pożyczania pieniędzy świadczy o sporym optymizmie. Ci, którzy się zadłużają, wierzą, że potrafią spłacić kredyt wraz z odsetkami, których wysokości do końca nie mogą być pewni. A zatem dobrze ...

Polak chętniej pożycza

W grudniu 1999 r. firma Cetelem opublikowała wyniki badań przeprowadzonych równocześnie w ośmiu krajach Europy: Anglii, Belgii, Francji, Hiszpanii, Niemczech, Polsce, Portugalii i Włoszech. Badano zachowania konsumenckie, w tym także stosunek do kredytów. Polacy okazali się najbardziej skorzy do zaciągania kredytów. W ten sposób zamierza zaspokoić swe potrzeby w najbliższym czasie 12 proc. rodaków. Dla porównania – podobną deklarację złożyło tylko 1 proc. Niemców, zaś średnia dla wszystkich ośmiu krajów wynosiła 5 proc.

Polacy mają generalnie pozytywny stosunek do kredytów, podobnie jak Włosi, Hiszpanie i Portugalczycy (bardzo niechętny zaś mają Belgowie i Niemcy). O ile jednak na Zachodzie kredyty przeznacza się przede wszystkim na zakup samochodu (Francja – 69 proc., Niemcy – 65 proc.), o tyle u nas brane są na wyposażenie mieszkania (Polska – 60 proc., Niemcy – 29 proc.).

Dzień z egzekutorem

P.Sa.

Pan Zbigniew był zawodowym wojskowym. Dziś jest inspektorem kredytowym. Oficjalnie. Potocznie powiedzielibyśmy: egzekutor. Z ramienia firmy kredytowej dzień po dniu objeżdża okolice Warszawy z listą klientów, którzy pobrali kredyt, ale nie chcą go spłacać, nie odpowiadają na listy i ponaglenia. Tym razem na liście widnieje 30 adresów, wszystkie w Sochaczewie i okolicach.

• Obskurny blok na obrzeżach Sochaczewa. Chłodziarko-zamrażarka i kuchenka elektryczna praktycznie w ogóle nie spłacane. Uzbierało się blisko 2000 zł zaległości. –To już moja piąta wizyta – mówi pan Zbigniew – i na razie bez skutku. Dzwonimy, stukamy, nikt nie otwiera. Próbujemy do sąsiada. – Jest w mieszkaniu – informuje nas szeptem. Próbujemy raz jeszcze, bez skutku. – Musiał zauważyć samochód – domyśla się pan Zbigniew. – Teraz nic nie załatwimy, ale wrócę tu jeszcze, gdy się ściemni.

• Sklep warzywniczy w centrum miasta. Zadbany, przestronny pawilon. Kredyt na glazurę (–Towar nieściągalny – mruczy pan Zbyszek), wpłacone cztery z siedmiu rat. Zaległości: 1070 zł. Pani Ani nie ma w sklepie, ale jest jej matka. Prowadzi nas na zaplecze. Jest wystraszona i przejęta: – Boże, aż mi serce staje. Uregulujemy wszystko w przyszłym tygodniu. Ostatnio mieliśmy kłopoty – tłumaczy – pracownice nas okradły, widzi pan, teraz sama stoję za ladą. Miesiąc temu córce urodziło się dziecko, wszystko się zwaliło naraz. Pan Zbyszek zostawia nakaz płatniczy i umawia się na następny tydzień.

• Stary kwaterunkowy dom. Na klatce mija nas jakiś wyrostek, którego nie chciałbym spotkać w ciemnej ulicy. – Panowie pewnie do babci – uśmiecha się krzywo – jest w domu. Dom to mały pokoik z kuchenną wnęką. Niemiłosiernie zagracony, z trzema łóżkami, a właściwie barłogami. Grzyb, brud, nędza. Telewizor, na który zaciągnięto kredyt już dawno sprzedano na wódkę. Kto? Może syn, może któryś z wnuków. A zaległości wynoszą już ponad 1000 zł, więcej niż wart był telewizor. Babcia jest przejęta: – Panie kochany, proszę, proszę. Pan dla mnie jak ojciec, taki dobry. Wnuczek zabiera mi pieniądze, ale zapłacę, zapłacę. Córkę zabili mi w grudniu, ale przysięgam na Boga, o tu, na ten święty obrazek, że zapłacę.
Pan Zbyszek jakby bez przekonania grozi policją, zostawia blankiet przekazu i wychodzimy. Tłumaczy: – Jestem tu już po raz czwarty i bez żadnego efektu. Babcia utrzymuje syna i dwóch wnuków z 700 zł emerytury. Co miesiąc odbywa się polowanie na pieniądze, kto pierwszy przechwyci wypłatę na wódkę. Sprawa raczej beznadziejna, ale próbować muszę.

• Ładny, nowy blok. Czteropokojowe mieszkanie, skórzane meble, duży telewizor, wideo, nowoczesna kuchnia. Zaglądamy w dokumenty: kredyt na komputer, zaległości wynoszą 1400 zł. Kredytobiorca prowadzi własną firmę. Otwiera żona, uśmiecha się i spokojnie pyta: – To ile tym razem? Wyjmuje z portfela pieniądze i płaci. – To co, znowu się spotkamy? – pyta pan Zbyszek. – Oczywiście – odpowiada gospodyni.
Po wyjściu pan Zbyszek wyjaśnia: – Nie zapłacili dotychczas ani jednej raty. Jestem tu po raz trzeci. Za pierwszym razem winni byli 1800, za drugim 1100 i teraz 1400 zł. I zawsze wyciągają portfel i zwracają co do grosza. W tym niemałe karne odsetki. Dlaczego? – nie mam pojęcia. Za trzy, cztery miesiące znowu się tu pojawię, bo jestem pewien, że raty nie wpłyną.
Minęło kilka godzin. Żegnam się z panem Zbyszkiem i wracam do Warszawy. On zaś rozkłada plan miasta i sięga po drugą dziesiątkę z listy. P.Sa.