POLITYKA

Poniedziałek, 18 grudnia 2017

Polityka - nr 39 (3129) z dnia 2017-09-27; s. 8

Ludzie i wydarzenia / Kraj. Tydzień w polityce. Komentuje Lena Kolarska-Bobińska

Lena Kolarska-Bobińska

Reforma jak nie PiS-u

Tycząca szkolnictwa wyższego reforma Gowina, jeśli trafi do Sejmu, może być ewenementem – pierwszą ustawą rządową bronioną przez opozycję przed posłami obozu PiS.

Poglądy stanowią duży problem tych, którzy zmieniają sojuszników politycznych. Czy trzymać się dawnych przekonań i zachować wierność sobie, czy zmieniać je tak, by pasowały do nowej partii? Minister Gowin znalazł się w takiej pułapce. Wyszedł z PO, bo nie mógł realizować swoich aspiracji, ale okazuje się, że teraz nie jest w stanie dopasować swoich pomysłów do nowego otoczenia. Dobrym przykładem jest projekt reformy nauki i szkolnictwa wyższego. I to właśnie ta reforma ucierpi najbardziej.

Ogłoszony przez ministra Gowina projekt reformy stał się okazją do zademonstrowania przez polityków PiS niechęci wobec wicepremiera. I zamiast rozmawiać o proponowanych rozwiązaniach, o nauce, media zastanawiały się, na ile wicepremierowi utarto nosa, jak silnie go upokorzono. Krytykę wiązano z poparciem przez Gowina weta prezydenta Dudy.

Dziś mamy ciekawy dokument i ważne pomysły, ale już wiadomo, że projekt będzie zasadniczo zmieniony na różnych etapach. Zmiany zostaną dokonane w trakcie konsultacji prowadzonych w samym rządzie. Każdy minister dołoży swoje pięć groszy, tym chętniej, że poszedł sygnał od ważnych polityków PiS, że można reformę krytykować i zmieniać. PiS stał murem za złą i niepotrzebną reformą edukacji minister Zalewskiej, ale teraz w Sejmie posłowie PiS ochoczo zaczną przerabiać ustawę Gowina, „Konstytucję dla nauki”, jak dumnie nazwał on swój dokument. I reformę czeka los podobny do tego, jaki polskiej konstytucji zgotował PiS. Reforma Gowina jest bowiem zaprzeczeniem logiki i sposobu wprowadzania zmian przez rząd PiS.

Reformy, czy – jak mówi opozycja – deformy PiS, burzą to, co dotychczas zrobiły rządy III RP. Często bez potrzeby, tylko po to, by było odwrotnie, by pokazać, że dotychczasowe przemiany w Polsce były złe. Reforma Gowina odwrotnie – kontynuuje i pogłębia wiele propozycji PO. Poprawia i usuwa niepotrzebne bariery, ale „nie zawraca kijem Wisły”. Proponuje finansowanie, które premiuje najlepsze uczelnie i elastyczność w kształtowaniu ich wewnętrznej struktury. Zawiera szereg sensownych pomysłów, ale i sporo takich, które warto poprawić. Jest to jednak dużo dalszy krok na drodze obranej przez poprzedni rząd, co można sprawdzić, przeglądając Program rozwoju szkolnictwa wyższego i nauki na lata 2015–2030, opublikowany pod koniec rządów PO-PSL. I to nie będzie się podobać politykom PiS, podobnie jak nacisk na otwartość, nowoczesność, propozycje podążania drogą zachodnich uniwersytetów.

Nowe rozwiązania są też zaprzeczeniem pomysłów PiS dążącego na każdym kroku do centralizacji, pełnej kontroli, obsadzania stanowisk swoimi. Logika polityczna tej formacji już doprowadziła do uchwalenia w 2016 r. zmian w obsadzaniu rad naukowych i dyrektorów państwowych instytutów badawczych. Teraz instytuty są skolonizowane, a dyrektorzy wyrzucani. Czy tego typu poprawki do reformy Gowina wprowadzą polityczni koledzy? Można przyjąć, że tak. I sensowne koncepcje zamienią w karykaturę reformy.

Przygotowywanie reformy szkolnictwa, tak odmienne od dotychczasowej praktyki PiS, było sygnałem wysyłanym przez środowisko Gowinowej Polski Razem do swoich koalicjantów z PiS, że „nie należy przeprowadzać zmian, tak jak wy to robicie”. Nie rewolucja, lecz ewolucja, nie metody bolszewickie, ale konsultacja i dialog.

Zwykle minister najpierw przygotowuje reformę, po akceptacji premiera. Po zakończeniu procesu legislacyjnego w rządzie projekt idzie do szerokich konsultacji społecznych. W przypadku reformy szkolnictwa wyższego kolejność została odwrócona. Zaczęło się od szerokich, ponadrocznych, konsultacji społecznych na konferencjach środowiskowych, a dopiero na końcu projekt trafił do obróbki w rządzie. Minister Gowin zwrócił się więc na wstępie bezpośrednio do swojego suwerena, akademików, ponad głowami polityków i urzędników. Jakby od początku nie wierzył innym ministrom i posłom z PiS, że zachowają idee i rozwiązania jego projektu. Okazuje się, że miał rację.

Odnosi się wrażenie, że ta reforma ma również na celu pokazanie odrębności środowiska politycznego Jarosława Gowina – jesteśmy częścią układu rządzącego, zdają się mówić gowinowcy, działania PiS często nas brzydzą, ale musimy trzymać się razem, jeśli chcemy współrządzić. Potrafimy jednak postępować zgodnie z regułami demokratycznymi. Temu służyły konsultacje z akademikami, długi proces przygotowywania rozwiązań i ich obrany kierunek stawiający na jakość uczenia i badań. Taką też funkcję miało pełnić nazwanie dokumentu „Konstytucja dla nauki, reforma inna niż wszystkie”. Wicepremier głosował za złamaniem polskiej konstytucji ze względów pragmatycznych (choć „się nie cieszył”), ale samą konstytucję pewnie ceni, bo nazwał tak swój dokument.

Problem w tym, że niewiele osób wyłapie te polityczne niuanse, a odzyskiwanie wiarygodności będzie trudne. Minister nauki jest wicepremierem całego rządu, jedną z jego twarzy. A cały ten kontekst polityczny spowoduje, że najbardziej ucierpi na tym reforma nauki i ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]