POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 44 (3083) z dnia 2016-10-26; s. 40-41

Społeczeństwo

Marta Mazuś

Repatrianci

Jeżeli w życiu na emigracji ci się nie wiodło, to i po śmierci bywa ciężko.

Wracali razem, choć nigdy się nie poznali. Ola i Czarek, 32 lata, oboje w tym samym wieku. Droga ta, co zwykle. Do Dover, na prom, przez morze, któremu Ola zawsze lubiła robić podobne, jednostajne zdjęcia, Francja i Niemcy autostradami, aż do granicy z Polską. Tym razem to wreszcie nie był zatłoczony autokar rejsowy, w którym przez ponad 1,5 tys. km walczysz o utrzymanie skrawka swojej przestrzeni życiowej, ani nawet tanioliniowy samolot, w którym siedzenia są tak gęsto, że aż drętwieją nogi. Tym razem wreszcie ktoś zadbał o komfort ich podróży. Nowoczesny van z miejscami na maksymalnie sześć osób, ze wszystkimi sanitarnymi atestami. Wracali obok siebie. W drewnianych skrzyniach metalowe trumny zawierające na dnie pięciocentymetrową warstwę substancji pochłaniającej zapachy zgodnie z wymogami nie poruszały się, były hermetycznie zalutowane.

*

Samochód prowadził Jacek Nowakowski, 44-letni właściciel jednego z pierwszych polskich zakładów pogrzebowych na Wyspach, od pięciu lat zajmujący się pogrzebami rodaków z pasją oraz zaangażowaniem. Repatriacja zwłok – ...