POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 50 (2275) z dnia 2000-12-09; s. 48

Kultura

Andrzej Garlicki

Requiem dla „Kultury”

W Maisons-Laffitte stworzony został wzorzec publicystyki

Ostatni 637 numer „Kultury” liczy 240 stron, z czego 45 stron wiąże się ze śmiercią Redaktora Jerzego Giedroycia. Reszta to normalny numer pisma ze stałymi rubrykami i w większości ze stałymi autorami. Żadnej ostentacji, żadnego funeralnego kabotyństwa.

Pamiętam pierwsze moje zetknięcie z paryską „Kulturą”. Było to prawie dokładnie przed półwiekiem, a więc w ciemną noc stalinizmu. Nieżyjący już Andrzej Wróblewski, krytyk teatralny, dziennikarz, popularyzator historii, a równocześnie ojciec mojego szkolnego kolegi, który dziś jest w „Polityce” moim kolegą redakcyjnym, wręczył nam egzemplarz „Kultury” dodając, że jest to pismo redagowane przez mądrych ludzi. Mieliśmy wówczas po 15 lat i byliśmy na tyle zindoktrynowani, że wydawało się nam niemożliwe, by na emigracji pozostali mądrzy ludzie. Ale egzemplarz przeczytaliśmy i jedyne, co pamiętam, to że spodobał mi się język tekstów – pozbawiony wartościujących przymiotników i zrozumiały. Na tle ówczesnej krajowej publicystyki była to oaza wytchnienia.

Do czasu przedpaździernikowej odwilży mój kontakt z „Kulturą” był sporadyczny i przypadkowy, co oznacza, że nie śledziłem najważniejszych dyskusji programowych, które toczyły się wówczas na łamach pisma. W jakiejś mierze dotyczyły one przyszłości Polski, ale przede wszystkim przyszłości emigracji. Poglądy, ...