POLITYKA

środa, 22 maja 2019

Polityka - nr 22 (3011) z dnia 2015-05-27; s. 20-21

Polityka

Anna Dąbrowska

Reżyser spisków

Grzegorz Braun, którego w wyborach prezydenckich poparł niecały procent wyborców, mówi, że nie walczył o procenty, ale o duszę narodu. I nie zamierza się poddawać.

Chociaż Grzegorz Braun z marnym wynikiem odpadł w pierwszej turze, zdołał namieszać także w drugiej, udzielając poparcia Andrzejowi Dudzie. W sztabie kandydata PiS wywołało to niemałe zdenerwowanie. Wiadomo, że takie wsparcie niezbyt wpisuje się w misternie tkany wizerunek spokojnego, sympatycznego i oszlifowanego z partyjnych kantów kandydata. Warto jednak przypomnieć, że Braun pięć lat temu był wpisany na listę honorowego komitetu poparcia kandydata Jarosława Kaczyńskiego.

Grzegorz Braun (rocznik 1967) uważa, że „właśnie w ciągu najbliższych 5 lat sprawa polska rozstrzygnie się na resztę naszego życia”. Dlatego nie składa broni. Opracował program ratunkowy, czyli „systematyczną akcję budzenia śpiących rycerzy”. Na 1050 rocznicę Chrztu Polski podejmuje organiczną pracę pod hasłem: Kościół („bo jest prześladowany”), Szkoła („bo kastruje intelektualnie i duchowo dzieci”), Strzelnica („by zamiast do galerii wielopokoleniowe rodziny chodziły po niedzielnej sumie na strzelnicę”). Jest też monarchistą i z nadzieją wyczekuje, że Bóg ześle Polsce króla.

Po tym, jak przez kilka tygodni w czasie wzmożonej agitacji wyborczej nazywał Polskę „kondominium niemiecko-rosyjskim pod powierniczym zarządem żydowskim”, nawet życzliwi mu znajomi mają spory kł...