POLITYKA

Poniedziałek, 15 lipca 2019

Polityka - nr 50 (3190) z dnia 2018-12-12; s. 100-105

Na własne oczy

Juliusz Ćwieluch

Robota z robotami

Typowy polski robot ma kształt humanoidalny, dwie ręce i niską pensję. Przejście na roboty z jednym ramieniem i bez pensji ciągle nie może się dokonać.

Nie ma co ukrywać, że handlowcy pracujący w robotyzacji dotknięci są pewnymi odruchami warunkowymi. Na przykład wystarczy, że usłyszą w mediach, że w Polsce brakuje pracowników, a już oczy im się świecą na samą myśl o rosnących słupkach sprzedaży robotów. I wtedy spotykają się z typowym polskim przedsiębiorcą, który szybko im ten błysk w oku gasi. Dowiadują się, że w cenie jednego robota można zatrudnić trzech Mirków albo sześciu Andriejów. I może programuje się ich ciężko i łatwo gubią parametry, ale jednak w obsłudze są łatwiejsi, bo choć nie znają języka programistów, to znają słowo premia.

W efekcie Polska swój udział w globalnym rynku robotów przemysłowych podaje w promilach. Za to Chiny, które uchodzą za synonim taniej siły roboczej, są liderem robotyzacji. Tylko w zeszłym roku zainstalowano tam 138 tys. robotów. – Przy dzisiejszej skali zakupów polski przemysł potrzebował ponad 100 lat na osiągnięcie takiego wyniku