POLITYKA

Czwartek, 23 maja 2019

Polityka - nr 12 (2342) z dnia 2002-03-23; s. 35-37

Świat

Marek OstrowskiAdam SzostkiewiczAndrzej Krzysztof Wróblewski

Rok 2004

Rozmowa z komisarzem do spraw rozszerzenia Unii Europejskiej Günterem Verheugenem i ministrem spraw zagranicznych RP Włodzimierzem Cimoszewiczem

W powietrzu czuje się wiosnę: już mocno weszliśmy w rok 2002 – rok, w którym trzeba zakończyć negocjacje z Brukselą w sprawie przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Tymczasem polski rząd kokosi się z ustaleniem zasad sprzedaży i użytkowania ziemi naszym europejskim krajanom, którzy zresztą wcale się nie palą do inwestowania między Odrą a Bugiem. Czy nie daliśmy sobie wmówić fobii, które niepotrzebnie komplikują stosunki z Unią? Wygląda na to, że w pierwszym półroczu zamkniemy dalszych 5 obszarów negocjacyjnych, a nie 6, jak planowano, bo nie zdążymy opracować i uzgodnić planów restrukturyzacji przemysłu stalowego. A Unia nie stoi w miejscu: w miniony weekend na szczycie w Barcelonie Rada Europejska po raz pierwszy debatowała razem z liderami krajów kandydujących – i to nie o negocjacjach, te idą swoim torem – ale o tzw. agendzie lizbońskiej, to jest o ambitnym programie przekształcenia Unii Europejskiej do 2010 r. w najbardziej konkurencyjną gospodarkę na świecie, gospodarkę, której celem jest zrównoważony wzrost i tworzenie nowych i coraz lepszych miejsc pracy. Czyli że Unia przetrawiła już rozszerzenie na Wschód? Sprawa załatwiona? O tym redakcyjna rozmowa z komisarzem Günterem Verheugenem i ministrem Włodzimierzem Cimoszewiczem.

Jak na dziś ułożyliby panowie katalog przeszkód w stosunkach Unia–kraje kandydujące?

Günter Verheugen: Szczerze mówiąc przeszkodą, zwłaszcza w Polsce, jest to, że pierwsze pytanie jest zwykle o przeszkody. Ja bym zapytał: jakie są korzyści? A są wielkie. Rozszerzenie Unii prowadzi do powstania obszaru pokoju, stabilności, pomyślności pomiędzy Bałtykiem a Morzem Czarnym. Do tego dążymy i bardzo wiele wskazuje, że uda nam się ten cel osiągnąć. A czy są też problemy? Oczywiście. Ale większość problemów i przeszkód dotyczących waszego kraju ma charakter techniczny. Problemem politycznym może być to, że wasze społeczeństwo wydaje się źle poinformowane o toczącym się procesie europejskim. Zaskoczyło nas na przykład, że niektórzy politycy polscy mogli uznać nasze propozycje finansowe dla polskiego rolnictwa za upokorzenie i przykład członkostwa drugiej kategorii.

Mówi pan o 25 proc. dopłat w pierwszych latach polskiego członkostwa w UE?

Tak. Tymczasem my proponujemy pewien pakiet całościowy, który jest dla Polski bardzo korzystny. A w ramach tego pakietu ...

Komisarz Unii Europejskiej Günter Verheugen odpowiada za rozszerzenie Unii. Dla Polaków obecnie jest jedną z najważniejszych osób w naszej drodze do Unii. Urodził się w 1944 r. w Bad Kreuznach, niedaleko Moguncji. Studiował historię, politologię i socjologię. Zaczynał pracę jako dziennikarz, z czasem wybrał politykę. W 1969 r. u boku Hansa Dietricha Genschera, jednego z liderów partii liberalnej FDP (Freie Demokratische Partei – Wolna Partia Demokratyczna), zostaje szefem działu do spraw kontaktów z mediami. Szybko awansuje, w 1978 r. jest już sekretarzem generalnym tej partii. Dwa lata później rozstaje się z liberałami i przechodzi pod sztandary socjaldemokratów z SPD. I z ramienia tej partii wchodzi do Bundestagu. Po 5 latach powierzono mu stanowisko rzecznika SPD, potem redaktora naczelnego partyjnej gazety „Vorwärts” (Naprzód). W 1993 r. zostaje sekretarzem generalnym SPD, a od 1992 r. jest szefem specjalnego komitetu Bundestagu zajmującego się Unią Europejską. W 1995 r. zostaje głównym doradcą przyszłego kanclerza Gerharda Schrödera. Trzy lata później Verheugen dostaje tekę wiceministra spraw zagranicznych. W 1999 r. zostaje komisarzem UE.