POLITYKA

Poniedziałek, 22 lipca 2019

Polityka - nr 20 (3210) z dnia 2019-05-15; s. 24-25

Polityka

Martyna Bunda

Romantyk w rozjazdach

Olgierd Łukaszewicz w 15 miesięcy odwiedził prawie 70 miast i miasteczek. Pomazał czerwoną farbą wiele koszul, by przypomnieć historię i pokazać, do czego prowadzi nacjonalizm.

To była długa droga: od spotu, w którym popierał Lecha Kaczyńskiego, do listy Wiosny w wyborach do europarlamentu. Od poczucia, że żyje w kraju, który przeszedł pomyślnie transformację, po rozpaczliwą podróż po Polsce powiatowej. W notesie – mapa gęsto obsiana kropkami. Jedna kropka, jedna miejscowość. Obok długi na dwie strony wykaz – gdzie już był. Zostało mu jeszcze ze 300 powiatów.

Zamiast, jak kiedyś, spędzać czas z wnukami, daje się zawieźć autem komuś zaprzyjaźnionemu albo wsiada w pociąg. Jedzie w Polskę w sprawie Europy. Grażyna Marzec, aktorka teatralna, matka ich córki, osobiście pozbierała prześcieradła od sąsiadów i poskładała w kostki. Umazane czerwoną farbą będą krwawymi całunami – scenografią do kolejnego spektaklu, granego na improwizowanej scenie na ulicy w kolejnym polskim miasteczku. Prócz głębokiego przekonania, że trzeba grać, aktor wędrujący musi mieć własną scenografię.

Na Łukaszewicza ludzie zawsze przyjdą. Przychodzą, bo pamiętają kinowe hity – „Seksmisję”, „Brzezinę”, „Perłę w koronie”, „Wierną rzekę”, „Generała Nila” ...