POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 25 (3165) z dnia 2018-06-20; s. 100-105

Na własne oczy

Ziemowit Szczerek

Rosja tuż za miedzą

Po mundialowym Kaliningradzie, wysprzątanym, wymalowanym po wierzchu, krążą wolontariuszki z wielkimi nakładkami z niebieskiej gąbki na dłonie i napisem „przybij piątkę”. No tośmy sobie wszyscy – Chorwaci, paru Nigeryjczyków i miejscowi – te piątki ciągle przybijali.

Na przejściu granicznym z obwodem kaliningradzkim sporo Chorwatów: samochody na chorwackich rejestracjach albo na polskich, wynajęte, obwieszone chorwackimi flagami. Obsługa idzie pełną parą, na wszystkich stanowiskach. Polska celniczka zauważa, że coś Chorwatów więcej niż Nigeryjczyków (bo dziś mecz Chorwacja-Nigeria), ale tłumaczy zaraz sama sobie dlaczego: przecież w Nigerii taki bilet musi kosztować tyle co wioska, co na gruzach świata politycznej poprawności brzmi coraz bardziej neutralnie. Ot, żart.

Na rosyjskiej granicy bardziej sztywno. Mnóstwo młodych pograniczników, którzy jak się rozpędzają w angielskim („please”, „please wait”, „please come here”), to nie wychodzą z roli, nawet gdy się do nich po rosyjsku mówi. Za rosyjską granicą droga niezła, a wzdłuż drogi – całe zagony barszczu Sosnowskiego. Choćby się chciało – nie zapuścisz się daleko w kraj. Jeśli całe pogranicze tej dziwnej, popruskiej Rosji jest tym obsadzone, to żadna inwazja nie ma szans. Ani w jedną – ani w drugą. Wszyscy mogą spać spokojnie.

A strach działa w obie strony. W Polsce, ...