POLITYKA

Czwartek, 14 grudnia 2017

Polityka - nr 23 (3113) z dnia 2017-06-07; s. 50-51

Świat

Tomasz Zalewski

Rosyjski łącznik

Jared Kushner, zięć Trumpa, uchodził dotąd za największy atut prezydenta. Ale za ­wizerunkiem milczącego geniusza może się jednak kryć naiwny polityczny nowicjusz.

Donald Trump zawdzięcza mu zwycięstwo w wyborach bardziej niż komukolwiek innemu. Jest przeciwieństwem gburowatego i narcystycznego prezydenta, i samą swoją obecnością w jego otoczeniu poprawia jego wizerunek. Pełni rolę jego najbliższego doradcy i jako członek rodziny wygląda na nieusuwalnego. Ale jego wpływy mogą słabnąć. Dał się wplątać w największy jak dotychczas skandal prezydentury Trumpa – głównie z braku politycznego doświadczenia. Podważa to famę o geniuszu 36-letniego Jareda Kushnera.

Zięć Trumpa, podobnie jak były już doradca prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego Mike Flynn, w grudniu spotkał się z ambasadorem Rosji w Waszyngtonie Siergiejem Kisljakiem. Wiadomo było o tym od dawna, ale ostatnio wyszły na jaw nowe szczegóły. Kushner wcześniej dwukrotnie rozmawiał z Kisljakiem przez telefon, a pod koniec ub. roku spotkał się również z szefem rosyjskiego Wnieszekonombanku Siergiejem Gorkowem.

W czasie spotkania z Kisljakiem miał mu zaproponować utworzenie tajnego „kanału łączności” między Waszyngtonem a Moskwą, działającego poza normalnymi rządowymi liniami komunikacji. Ambasador był podobno zdumiony. Kongres, FBI, a ostatnio specjalny prokurator prowadzą dochodzenia w sprawie rosyjskich prób wpłynięcia na wynik amerykańskich wyborów. W ramach tzw. Kreml-gate badają, czy osoby z otoczenia Trumpa nie współdziałały z Rosjanami, którzy podczas kampanii wyborczej podrzucali WikiLeaks materiały z włamań do komputerów Partii Demokratycznej.

Biały Dom nie zdementował początkowo doniesień „Washington Post” i innych mediów o domniemanej propozycji tajnej linii. Z opóźnieniem rzecznik prezydenta oświadczył, że wyszła ona od Kisljaka, ale Moskwa tego nie potwierdziła. Adwokaci Kushnera poinformowali, że chętnie wystąpi on przed prowadzącą śledztwo komisją Kongresu.

Udział w skandalu jest jednak niefortunnym potknięciem Kushnera. O niejasne kontakty z Rosją podejrzewano głównie byłych doradców Trumpa ze skrajnej prawicy, jak Paul Manafort czy Carter Page, a potem Flynna. Kushner uchodzi za przedstawiciela rozsądnego establishmentu, który podkreśla dystans wobec Rosji. Dodatkowo kłopotliwe mogą się okazać jego kontakty z Gorkowem – członkiem dworu Putina z KGB i bankowcem dotkniętym sankcjami za inwazję na Ukrainę. Śledczy podejrzewają, że zięć prezydenta, który sam jest dziedzicem imperium biznesowego, załatwiał jakieś prywatne interesy.

Ojciec Jareda, Charles Kushner, syn żydowskich imigrantów z Polski, był konkurentem Trumpa w nieruchomościach. Rodzina mieszkała w New Jersey i zawsze popierała demokratów. Jared nie błyszczał w szkole, ale dostał się na Uniwersytet Harvarda. Plotka głosi, że zadecydowała o tym donacja taty dla uczelni – 2,5 mln dol. Już na studiach młody Kushner za rodzinne fundusze kupował domy i sprzedawał je z zyskiem. Zarobione w ten sposób 10 mln dol. zainwestował w zakup „New York Observer”, poczytnego tygodnika nowojorskich wyższych sfer. Wycieczka na rynek wydawniczy nie wynikała jednak z pasji do dziennikarstwa. Sam przyznawał, że lektura zakupionego pisma go nudzi. Bardziej chodziło o oczyszczenie rodzinnego nazwiska – w 2004 r. jego ojciec wylądował w więzieniu.

Kushner senior wspierał polityków sumami większymi, niż pozwala prawo, a kiedy jego siostra zaczęła współpracować z władzami przeciwko niemu, próbował ją szantażować, grożąc ujawnieniem nagrań jej męża z podstawioną mu prostytutką. Za oba przestępstwa skazano go wówczas na 2,5 roku więzienia. Jared uważał, że ojca skrzywdzono i na łamach „Observera” forsował publikacje w jego obronie. Kiedy Charles Kushner odsiadywał karę, 25-letni Jared objął kierownictwo jego firmy. Później – już wraz z ojcem – kupili na Manhattanie wieżowiec przy 5. Alei za 1,8 mld dol. Była to wówczas najwyższa cena kiedykolwiek zapłacona w USA za pojedynczy budynek.

W 2007 r. na turnieju golfowym poznał Ivankę Trump. Parę zbliżyły wspólne zainteresowania i namiętność do deweloperskiego biznesu. Przeszkodą do legalizacji związku była początkowo religia – rodzina Kushnerów, ortodoksyjnych Żydów, chciała dla syna żony tej samej wiary. Wychowana na metodystkę Ivanka przeszła na judaizm i w 2009 r. młodzi się pobrali, mają troje dzieci. Swoje małżeństwo określają jako „najlepszy kontrakt, jaki udało nam się załatwić”. Pasję do biznesu starają się łączyć z przestrzeganiem nakazów koszernych posiłków i niekorzystania z najnowszej techniki w czasie szabasu.

Zięć i córka to niezaprzeczalne atuty Trumpa. Przystojni, idealnie wkomponowani w obrazek szczęśliwej rodziny. Nawet Hillary Clinton przyznała w kampanii, że dzieci jej rywalowi się udały. Jared wnosi do prezydentury to wszystko, czego jego teściowi brakuje. Cała jego rodzina to stronnicy demokratów, a on sam w czasie studiów trzymał na biurku portrety prezydentów: F.D. Roosevelta i J.F. Kennedy’ego. Wraz z Ivanką przyjaźnił się z Chelsea Clinton i jej mężem Markiem ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]