POLITYKA

Poniedziałek, 23 lipca 2018

Polityka - nr 28 (2915) z dnia 2013-07-10; s. 28-30

Rynek / Rozmowy Żakowskiego

Jacek Żakowski

Rozbić skarbonki!

Heiner Flassbeck, ekonomista, były niemiecki wiceminister finansów, bardzo krytycznie o polityce ekonomicznej Niemiec oraz o tym, że dopóki wszyscy oszczędzają, a nie inwestują, globalna gospodarka nie wyjdzie z kryzysu

Jacek Żakowski: – Czy euro przetrwa?
Heiner Flassbeck: – Jeżeli nie zmieni się polityka Niemiec, to nie.

Jeśli co się konkretnie nie zmieni?
Wprowadzona przez Gerharda Schrödera polityka ograniczania płac w Niemczech i prowadzona przez Angelę Merkel polityka cięć budżetowych w większości państw Europy.

A zmieni się?
To zależy od Niemiec, a tam zaczęła się rozmowa na ten temat. Wiele osób przyznaje, że dotychczasowa polityka zawodzi. Angela Merkel sięgnęła trochę do budżetowej kieszeni. Ale przełomu nie widać. To znaczy, że unia walutowa zmierza ku katastrofie. Jeżeli ta polityka będzie kontynuowana, to za 2–3 lata euro będzie trupem. Jakiś kraj wystąpi, a za nim pójdą następne. W większości państw strefy euro rosną w siłę partie, które za cel numer jeden stawiają sobie powrót do narodowej waluty. Bo żadna demokracja nie dźwignie bezrobocia na poziomie 25 proc. A tak jest w Grecji, Hiszpanii, Portugalii. W Irlandii jest trochę lepiej, ale jej sytuacja też jest nie do wytrzymania. Wszystkie kraje objęte programem naprawczym są w sytuacji tragicznej.

Przechodzą bolesne dostosowanie, konieczne, by spłacić długi.
Nie przechodzą żadnego dostosowania. Wykrwawiają się bez większego sensu. Nie da się spłacać długów, mając 25 proc. bezrobocia. Żeby to zauważyć, nie trzeba być wielkim ekonomistą. Wystarczy zdrowy rozum.

Politycy i ekonomiści, którzy w Europie mają najwięcej do powiedzenia, zapewniają, że po bolesnym procesie dostosowawczym gospodarka dłużników ruszy.
A dlaczego ma ruszyć? Co ma ją uruchomić? Malejący wciąż popyt?

Eksport?
To by było realne, gdyby te kraje stały się bardziej konkurencyjne niż Niemcy. Ale konkurencyjność Niemiec wciąż rośnie. Niemieccy pracownicy mają coraz większą wydajność, a płace w Niemczech wprawdzie już nie spadają, jak między 2005 i 2011 r., ale stoją w miejscu. Ciasno myślący niemieccy politycy i ekonomiści liczyli, że po 2–3 latach zaciskania pasa Południe się odbije. Ale się nie odbiło. Nie mogło się odbić. Luka konkurencyjności nie znika. Sama ofiara składana przez dłużników nic nie da, bo to nie oni są źródłem problemu.

A co jest?
Polityka Niemiec prowadzona od czasów Schrödera.

Pan był wiceministrem finansów w jego rządzie.
Dopóki się nie zdecydował na merkantylistyczną politykę, która musiała prowadzić do rozwalenia euro. Najpierw oponowałem, a potem odszedłem, kiedy zobaczyłem, że koledzy dali się uwieść udającej teorię ekonomiczną ideologii elastycznego rynku pracy.

Co złego jest w elastycznym rynku pracy?
Nic poza tym, że nie działa. Im bardziej elastyczny jest rynek pracy, tym niższe są płace. Im niższe są płace, tym niższy jest popyt wewnętrzny. Im niższy jest popyt, tym mniejsza jest produkcja i zatrudnienie, słabszy wzrost i inwestycje, skromniejsze wpływy z podatków, większy dług publiczny i bezrobocie. To jest pułapka, w którą wpadli Anglicy i Amerykanie, kiedy zniszczyli związki zawodowe. Za nimi poszedł Schröder, który nie niszczył związków, tylko je rozmiękczył i przekonał do zamrożenia płac. Założenie było takie, że niemieccy pracownicy nie muszą już coraz więcej wytwarzać i zarabiać. Istotniejszy jest wzrost zatrudnienia. Po zjednoczeniu i upadku gospodarki w dawnej NRD całe Niemcy miały wtedy ponad 9 proc. bezrobocia. W zamian za reformy Schröder obiecał radykalną poprawę. Rozmontował niemiecki model społeczny, skręcając w kierunku wskazanym przez neoklasyczną ekonomię Thatcher i Reagana.

I bezrobocie spadło?
Początkowo wzrosło, a potem się ustabilizowało na poziomie między 6 a 10 proc. Ale wbrew obietnicom Schrödera nigdy nie osiągnęło poziomu zbliżonego dla lat cudu gospodarczego niemieckiego modelu społecznego, kiedy wynosiło 1–2 proc. Okazało się, że teoria neoklasyczna nie działa. Ale to jeszcze nie było nieszczęście. Prawdziwy problem wynikł z tego, że jednocześnie z reformami Schrödera Niemcy weszły do unii walutowej. W strefie euro niemiecka polityka zamrożenia płac przy szybkim wzroście wydajności pracy prowadziła do rosnącej nadwyżki produkcji nad płacami i powodowała gwałtowny wzrost konkurencyjności. To działało jak faktyczna dewaluacja waluty.

W jakim sensie?
W takim, że w innych krajach unii walutowej niemieckie produkty realnie taniały. Wcześniej kraje euro umówiły się, że będą utrzymywały inflację na poziomie 2 proc. Niemcy od początku łamały to ustalenie. Zamrożenie płac sprawiało, że ich inflacja była znacznie niższa, gdy w pozostałych krajach na ogół była wyższa niż te 2 proc. To ...

[pełna treść dostępna dla abonentów Polityki Cyfrowej]

Heiner Flassbeck, ekonomista, honorowy profesor Uniwersytetu Hamburskiego. Był m.in. głównym makroekonomistą Niemieckiego Instytutu Badań Ekonomicznych, sekretarzem stanu federalnego ministerstwa finansów, odpowiedzialnym w rządzie Schrödera za Unię Europejską, MFW i politykę międzynarodową, głównym ekonomistą Konferencji Narodów Zjednoczonych ds. Handlu i Rozwoju.