POLITYKA

Niedziela, 17 lutego 2019

Polityka - nr 25 (2609) z dnia 2007-06-23; s. 4-12

Raport

Joanna Podgórska

Rozerwalni

W Polsce rozpada się już co trzecie małżeństwo. Rozwodów nie traktuje się już jako wykroczenia przeciw tradycji i moralności. Nie patrzy się nawet na nie w kategoriach winy. Nie wyszło – mówią ludzie i się rozchodzą. Sprzyjają temu zmiany cywilizacyjne, mentalne, a ostatnio także emigracja zarobkowa. Tworzone przez polityków projekty, które mają powstrzymać tę falę, są kompletnie anachroniczne.

Jerzy Książek z Polskiego Centrum Mediacji, pytany o nowe przyczyny rozwodów, odpowiada z ironią: – Cudowna Irlandia. Potwierdzają to statystyki. Polską średnią wyraźnie ciągną w górę tzw. województwa odpływowe, w których emigracja zarobkowa jest popularna: lubuskie, gdzie rozpada się aż 52 proc. związków, dolnośląskie (49 proc.), zachodniopomorskie (44 proc). – Za PRL liczbę rozwodów determinowały wielkie budowy socjalizmu, takie jak Nowa Huta, gdzie pracowali mężczyźni ściągani z całej Polski. Lokowani w hotelach robotniczych, odseparowani od rodzin, łyknęli trochę miasta i nie chcieli już wracać do swoich wiejskich żon. Teraz, w globalnej wiosce, przy potężnych przepływach ludności, pokusy są o wiele większe. Samotni ludzie na emigracji zbliżają się do siebie, tworzą nowe związki albo ze względów koniunkturalnych wiążą się z autochtonami. Wracają do kraju tylko po to, by wziąć rozwód – opisuje Książek.

Przypadek Ani jest klasyczny. Jej mąż Adam wyjechał dwa lata temu do Wielkiej Brytanii. Z pensją mechanika samochodowego nie mógł w kraju ...

Załączniki

  • Wschód bez gorsetu

    Wschód bez gorsetu - JR

  • Rośnie fala

    Rośnie fala - JR