POLITYKA

środa, 26 czerwca 2019

Polityka - nr 4 (2229) z dnia 2000-01-22; s. 58-60

Gospodarka

Urszula Szyperska

Rozsypka

Wskutek zaniedbań w remontach domów ponad 600 tys. mieszkań trzeba uznać za stracone

W ciągu roku zawala się w Polsce prawie 50 domów (dwa zawaliły się w ub. roku w Warszawie), które nie doczekały się remontów albo rozbiórki. Katastrof będzie zapewne przybywać. Gminy mają rejestry potrzeb remontowych, rzadko jednak próbują im sprostać. A często nie mogą.

Prawo budowlane, które weszło w życie w styczniu 1995 r., nałożyło na wszystkich właścicieli domów obowiązek przeprowadzania przynajmniej raz na rok kontroli stanu technicznego budynków. Do spisów potrzeb dołącza się często wyliczenia, ile takie roboty będą kosztowały. Na przykład w stołecznej gminie Centrum, największej w Polsce, niezbędne prace remontowe oszacowano w 1999 r. na 3,4 mld zł. Nie wiadomo jeszcze, ile pieniędzy rzeczywiście wydano, wszystko jednak wskazuje, że niewiele więcej niż w 1998 r., kiedy nakłady na remonty domów komunalnych i należących do wspólnot wyniosły w gminie Centrum 185 mln zł.

Podobne zaległości ma wiele miast. Badania Instytutu Gospodarki Mieszkaniowej ujawniły, że w 46 proc. budynków trzeba wyremontować dachy, w 41 proc. wymienić stolarkę, w 36 proc. wymienić instalacje wodno-kanalizacyjne oraz centralnego ogrzewania i ciepłej wody. – W najgorszej sytuacji są województwa zachodnie i Łódź – ocenia doc. Jan Korniłowicz z IGM. – Mają najwięcej domów komunalnych zbudowanych przed 1945 ...