POLITYKA

Wtorek, 18 czerwca 2019

Polityka - nr 46 (2731) z dnia 2009-11-14; s. 56

Kultura

Dorota Szwarcman

Rysy na Borysie

Szkoda, że Mariusz Treliński w „Borysie Godunowie” uległ banałowi.

Oryginalność tego reżysera polegała we wcześniejszych realizacjach na wizjonerstwie, wspieranym przez jego współpracownika, scenografa Borisa Kudličkę. Czasami trafiającym w sedno, jak w „Madame Butterfly”, czasem nierównym, ale zaskakującym wspaniałymi obrazami, jak w „Onieginie”, „Andrei Chenier”, „Damie Pikowej”, a nade wszystko w warszawskiej realizacji „Króla Rogera”.

Treliński stwierdził jednak, że estetyzm własnych obrazów przestał mu wystarczać i zajął się psychologią bohaterów. To nieoczekiwanie świetnie zagrało we wrocławskiej realizacji „Króla Rogera”. Sekret siły tego przedstawienia polegał na ukazaniu wieloznaczności i głębi postaci bohaterów. Niestety, w tzw. psychologicznym nurcie twórczości inscenizatorskiej Trelińskiego była to, jak dotąd, jedyna przekonująca wizja.

W Operze Narodowej ekran nad sceną i białe skórzane fotele pojawiły się nie pierwszy raz, ale w „Cyganerii” po raz pierwszy zdominowały obraz. Treliński chciał pokazać dzisiejszych przedstawicieli cyganerii artystycznej, którzy raz mają kasę (i wtedy kupują drogie meble oraz sprzęt multimedialny do pracy), a drugi raz nie; z Mimi zaś zrobił narkomankę. Bohaterowie nie ...