POLITYKA

środa, 24 kwietnia 2019

Polityka - nr 8 (2492) z dnia 2005-02-26; s. 3-10

Raport

Wojciech Markiewicz

RZECZPOSPOLIPA

W Polsce fałszuje się wszystko; od legitymacji szkolnych uprawniających do zniżkowych przejazdów, przez zwolnienia lekarskie, zaświadczenia i recepty, świadectwa maturalne, faktury, dowody rejestracyjne, dyplomy lekarskie czy inżynierskie, po wyborcze listy poparcia. I rzadko kto się tego wstydzi. Tym bardziej że ani społecznego potępienia, ani kary za lewe kwity praktycznie nie ma.

Najpierw wybucha w mediach afera. Taka, jak na przykład ze starającymi się o II stopień specjalizacji lekarzami w Łodzi. Jak wyszło na jaw jesienią 2004 r., fałszowali wyniki egzaminów z języka angielskiego. Czy nadal są lekarzami? Owszem. Sprawa trafiła do prokuratury (objęła około 150 osób) i jeszcze potrwa. Być może specjalizacje uzyskane z pomocą fałszywych dokumentów zostaną unieważnione, być może nie.

Albo dość głośny skandal ze studentami Uniwersytetu Jagiellońskiego. W roku akademickim 2004/2005 prawo do stypendiów zyskali słuchacze płatnych kierunków zaocznych i wieczorowych. 700 podań złożonych w tej sprawie w UJ wzbudziło wątpliwości. Ich autorzy – płacący kilkutysięczne czesne – dołączali zaświadczenia o dochodach od 0 do 150 zł miesięcznie. Z czego więc żyją? – Nie zakładaliśmy, że wszyscy są oszustami – mówi prof. Andrzej Chwalba, prorektor UJ. – Ale też nie chcieliśmy po prostu rozdawać pieniędzy, wię...

Na lewy dowód

Grzegorz Kuczek, reporter programu „Uwaga” w TVN, bez problemu za 2 tys. zł kupił dowód osobisty, w który fałszerze wkleili jego zdjęcie. Z tą fałszywką wynajął wyposażone mieszkanie i wypożyczył w różnych miejscach przedmioty wartości ponad 20 tys. zł (narzędzia budowlane, płyty DVD, sprzęt narciarski; zostały później właścicielom zwrócone). Kuczek udał się też do Banku Gospodarki Żywnościowej w Wesołej, gdzie próbował założyć konto. System informatyczny zasygnalizował pracownicy banku niewłaściwy numer PESEL i poinformował o zastrzeżonym numerze dowodu, ale pozwoliła ona Kuczkowi odejść od okienka. Nie powiadomiła ochrony ani policji. Kupno dowodu oraz wszystkie kolejne transakcje były filmowane, a następnie wyemitowane w TVN. Gdy po kilku dniach reporterzy „Uwagi” oficjalnie poinformowali kierownictwo BGŻ w Wesołej o prowokacji, bank złożył doniesienie do prokuratury, która z kolei skierowała przeciwko dziennikarzowi akt oskarżenia. „Ta sprawa w ogóle nie powinna trafić do sądu” – powiedziała w końcu grudnia 2004 r. radiowej Trójce Małgorzata Wilkosz-Śliwa, rzecznik Prokuratury Krajowej.

O skali zjawiska wykorzystywania zgubionych czy skradzionych dokumentów świadczy cała masa listów, maili i telefonów, jakie dostajemy w podobnych sprawach – twierdzi Monika Szymborska, producent programu „Uwaga”. – Tymczasem, na co zwracaliśmy uwagę w programie, instytucje odpowiedzialne za weryfikację dokumentów niezbyt się do tego przykładają.