POLITYKA

Niedziela, 19 maja 2019

Polityka - nr 46 (3136) z dnia 2017-11-15; s. 100-105

Na własne oczy

Ziemowit Szczerek

Rzeczpospolita nacków

11 listopada, w polskie święto narodowe, władzę w centrum stolicy RP przejęły tłumy nacków.

Nacki – tak mówią na nazistów i nacjonalistów Czesi i Słowacy. To bardzo wygodne określenie. Pozwala bowiem obejść groteskowe odżegnywanie się od nazizmu tych, którzy de facto nazistowskie hasła powielają. „Nie, nie jesteśmy nazistami, bo nazizm to był w Niemczech. Faszystami też nie, bo faszyzm był we Włoszech i miał specyficzne cechy”. W porządku. Nie chcą być nazistami i faszystami – niech nie będą. Powiedzmy więc, że 11 listopada władzę wzięły nacki.

Tegoroczny marsz odbywał się pod hasłem „My chcemy Boga”. Rozpoczynająca go msza miała odbyć się w rycie trydenckim, po łacinie, w sposób zatem bliski katolickim konserwatystom, a takimi niewątpliwie są narodowcy, ale w ostatniej chwili okazało się, że z rytu trydenckiego nici. „Informujemy, że o godz. 12.00 w kościele św. Barbary odbędzie się Msza św. w języku polskim. Za zaistniałą sytuację bardzo przepraszamy” – napisali na stronie Marszu Niepodległości narodowcy, i był to chyba pierwszy odnotowany w historii przypadek, w którym narodowcy przepraszają, ż...