POLITYKA

Wtorek, 21 maja 2019

Polityka - nr 12 (3203) z dnia 2019-03-20; s. 44-46

Świat

Artur Domosławski

Sabotażyści kontra zabójcy

Przesada rządzi dziś kryzysem politycznym w Wenezueli. I dlatego kraj pogrąża się w ciemności – dosłownie i metaforycznie.

Światło zgasło na dobre 7 marca, na krótko przed zachodem słońca. Pasażerowie samolotów dowiedzieli się, że w Caracas nie ma prądu i lądowanie będzie opóźnione. Dzięki generatorom lotnisko przyjęło jeszcze część krążących nad stolicą maszyn – wciąż działały wieże kontrolne i podświetlone były pasy do lądowania. Samo lotnisko jednak pogrążyło się już w mroku. Funkcjonariusze straży granicznej wpisywali nazwiska przybyłych do Wenezueli ręcznie do zeszytów. Pasażerowie świecili im telefonami komórkowymi.

Największy dramat rozgrywał się w szpitalach. Kobiety czekające na cesarskie cięcie odsyłano z kwitkiem, przyjmowano jedynie naturalne porody. Dziewczynie, która poroniła, nie było jak usunąć martwego płodu. Stanęło metro – najważniejszy środek komunikacji w duszącym się od korków Caracas. Początkowo, gdy zgasło światło, pasażerowie sądzili, że to chwilowa przerwa w dostawie prądu – do tego wszyscy przywykli. Gdy okazało się, że ciemności zapadły na dłużej, tłumy zdezorientowanych wydostawały ...