POLITYKA

Niedziela, 17 lutego 2019

Polityka - nr 9 (2897) z dnia 2013-02-27; s. 20-21

Kraj

Jacek Żakowski

Sąd nad czarownicą

Kim naprawdę jest „Mamamadzi”, Katarzyna W. – nie wie nikt. Może nawet nie wie ona sama. A kim jest dla nas?

Można się było – jak ja – wściekać, że wszyscy tylko o Madzi, zamiast o sprawach ważnych i poważnych, ale od początku trudno było zachować obojętność. Sprawa Madzi, chcieliśmy czy nie, rujnowała naszą ćwiczoną latami obojętność. Bo przecież każdy ma świadomość, że dzieci czasem umierają lub giną. Albo są porywane. Gdybyśmy jako ludzie przeżywali każdy taki przypadek, gdybyśmy każdym takim przypadkiem obciążali nasz system emocjonalny, to wszyscy byśmy już dawno zwariowali. Człowiek, który chce przetrwać, musi kontrolować empatię. Madzia, uzbrojona w tabloidy i większość pozostałych mediów, te nasze przeciwempatyczne pancerze przebiła. Mój także. Tym bardziej się wściekałem na szaleństwa torturujących mnie Madzią kolorowych gazet, których oczywiście nie podejrzewałem o bezinteresowność.

Potem sytuacja zaczęła się odwracać. Madzia stopniowo znikała, rola detektywa Rutkowskiego bladła. Na plan pierwszy zaczęli się wysuwać zrazu oboje rodzice, a później już głównie matka, która z czasem stała się Katarzyną W. Zanim jednak z&...