POLITYKA

Poniedziałek, 20 maja 2019

Polityka - nr 29 (3018) z dnia 2015-07-15; s. 24-26

Społeczeństwo

Violetta Krasnowska

Sądne dni

Od 1 lipca wymiar sprawiedliwości teoretycznie stał się zupełnie nową machiną – sędzia jest tylko arbitrem, a to prokurator ma udowodnić winę oskarżonego. Na razie nie działa. Czy w ogóle zadziała?

Witam w nowej rzeczywistości! – tak rozpoczęła rano 1 lipca rozprawę sędzia Sądu Rejonowego w Gdańsku. – Pani prokurator, proszę bardzo! – sędzia rzuciła zachęcająco. Prokuratorka przyznaje, że na chwilę oniemiała, bo według nowej procedury mają być sądzone dopiero te sprawy, które wpłynęły do sądu po 1 lipca. Ale przedsmak horroru był.

Sprawy dobrze nie znała, a akurat wypadł jej dyżur w sądzie. Doświadczenie zrobiło swoje, prokuratorka złapała akt oskarżenia, na szczęście tylko dwie kartki, konkrety, sprawa podatkowa, dała radę, nawet z krótkim przesłuchaniem oskarżonego.

Zmianę filozofii procesu karnego zapowiadano od roku, a jest tak, jakby nikt do ostatniej chwili nie wierzył, że jednak wejdzie w życie. Prokurator generalny Andrzej Seremet od dawna zabiegał o przesunięcie terminu wejścia zmian w życie, twierdząc, że prokuratura nie jest na to gotowa. Na kilkanaście dni przed godziną zero trwały jeszcze rozmowy między nim a ministrem sprawiedliwości w sprawie przesunięcia terminu. Minister Borys Budka deklarował, że postara się o zorganizowanie spotkania pani premier z ...