POLITYKA

Piątek, 24 maja 2019

Polityka - nr 1 (2586) z dnia 2007-01-06; s. 4-10

Raport

Piotr Sarzyński

Salon po polsku

Niegdyś bawialnia, później salon, następnie pokój stołowy, w PRL groteskowo określany dużym pokojem, dziś z angielskiego zwany living roomem. Centralny punkt każdego mieszkania. Odbijają się w nim nasze upodobania, możliwości, zbiorowe poczucie smaku.

W filmie Oskara Kaszyńskiego „Segment ’76” żyjący w czasach PRL główny bohater z taką determinacją dąży do zdobycia wymarzonych mebli, że pakuje się z tego powodu w rozliczne kłopoty. Kto pamięta tamte czasy, wie, że to możliwe. Do legendy przeszły, ciągnące się przez dziesięciolecia, kolejki przed warszawskim sklepem meblowym Emilia. W napisanym 23 lata temu, a przypomnianym niedawno na łamach „Polityki” reportażu Barbara Pietkiewicz relacjonuje losy rodziny, która w społecznej kolejce po dywan otrzymała numer 3271, a na nową meblościankę musiała czekać rok. Minęły zaledwie dwie dekady i dziś to producenci mebli ustawiają się w kolejce do klientów.

I mają problem: jest ich wielu, a klientów – proporcjonalnie – mało. Jak ich przekonać do własnej oferty? Ceną? Jakością? Schlebianiem estetycznym gustom? Trzeba czegoś więcej. Sklepy meblowe powoli upodabniają się do hipermarketów czy salonów samochodowych. – W tej branży mamy do czynienia z nieustannymi promocjami, wyprzedażami, programami lojalnościowymi. Niektóre firmy organizują atrakcyjne konkursy dla swych klientów. Standardem staje ...