POLITYKA

Niedziela, 25 sierpnia 2019

Polityka - nr 31 (2665) z dnia 2008-08-02; s. 20-21

Kraj

Mariusz JanickiWiesław Władyka

Salon podwinął rękawy

Tragiczna śmierć Bronisława Geremka symbolicznie zamyka historię najbardziej niezwykłej formacji politycznej 20-lecia: Unii Demokratycznej. Żadnej z wielkich postaci, założycieli UD, a potem Unii Wolności, nie ma już w czynnym życiu politycznym. Czas zrobił swoje. Ale też wyczerpała się pewna formuła obecności polskiej inteligencji w polityce.

Unia Demokratyczna była partią niezwykłą, o czym tym bardziej się przekonujemy, im dalej się od niej historycznie oddalamy i gdy widzimy te byty polityczne, które dzisiaj w Polsce dominują. Żadne inne środowisko ani wtedy, ani obecnie nie miało i nie ma takiego kapitału intelektualnego i takiego poświadczonego autorytetu, mierzonego konkretnymi postaciami i ich dokonaniami (daleko sięgającymi poza dorobek polityczny), jak właśnie Unia Demokratyczna. Geremek, Mazowiecki, Michnik, Kuroń, Osiatyńscy, Edelman, Onyszkiewicz, Kuratowska, Bartoszewski, Skubiszewski, Wielowieyski, Turowicz, Wujec, Frasyniuk, Suchocka, Bujak, Kuczyński, Zimowski... tę listę można ciągnąć bardzo długo. I jeszcze każda z tych postaci miała siłę przyciągania następnych, kolejnych. W końcu Balcerowicz znalazł się w tym towarzystwie na zasadzie wyrozumowanej kooptacji. Ten magnes działał.

Unia Demokratyczna powstała, gdyż doszło do tzw. wojny na górze, rozpoczętej przez Lecha Wałęsę. Także w akcie oporu wobec jego prezydenckich ambicji oraz ambicji braci Kaczyńskich, działających na zapleczu. Nigdy jednak do czołowej konfrontacji z nowo wybranym prezydentem ...